Jerzy Synowiec: Biłem Włókniarzowi brawo, dziś wstydzę się za częstochowskich działaczy

W najlepszy z możliwych sposobów, czyli ścigając się do upadłego na torze, na zawsze zapisali się w historii żużla. Pomimo kłopotów kadrowych i poważnej kontuzji lidera - Emila Sajfutdinowa, walczyli jak lwy. Niestety to, co się dzieje obecnie w częstochowskim klubie, to zupełnie nowa, nieznana dotąd, paskudna twarz Włókniarza.
W zeszłym sezonie Włókniarz Częstochowa był rewelacją rozgrywek, a udział tego zespołu w półfinale play-off, a następnie w walce o brązowy medal, przejdzie do historii polskiego żużla. Pomimo kłopotów kadrowych i poważnej kontuzji lidera - Emila Sajfutdinowa, Włókniarz walczył jak lew, którego dumnie nosi na swoim plastronie. Zestawienie tchórzliwego Unibaksu z niesamowicie ambitnymi częstochowianami, to dwa różne oblicza żużla. Jednak to, co się dzieje obecnie w częstochowskim klubie, przy czym nie chodzi mi o zawodników, ale o klubowe władze, to zupełnie nowa, nieznana dotąd, paskudna twarz Włókniarza.

Tak jak biłem im brawo w końcówce 2013 roku, tak teraz wstydzę się, że tacy działacze jak w Częstochowie, mogą funkcjonować w żużlu. Chodzi o to, jak traktują Emila Sajfutdinowa. Żużlowiec przeżył w minionym sezonie dwie tragedie - najpierw śmierć ojca Damira, a potem ciężką kontuzję, która zabrała mu resztę sezonu i pozbawiła szans na tytuł mistrza świata. Po sezonie okazało się, że klub nie wypłacił zawodnikowi większości zarobionych przez niego pieniędzy i nadal jest wobec niego na zwłoce, stale przesuwając terminy spłaty. Mało tego. Klub utrudnia mu zmianę barw, bo zawodnik zniechęcony niesolidnością działaczy, postanowił przejść do Unibaksu Toruń. Ale i to działaczom z Częstochowy było mało. Za to, że zawodnik i jego menedżer, upomnieli się o swoje pieniądze i zawiadomili o milionowym długu władze miasta, działacze postanowili wymierzyć mu karę finansową w kwocie 200 tys. zł. Uzupełnili jej uzasadnienie również tym, że zawodnik zamiast w meczu ligowym, wziął udział w pogrzebie swojego ojca. Krótko mówiąc, jego były klub nie dość, że bezczelnie nie płaci mu za wykonaną pracę, to jeszcze wymierza mu księżycowe kary za upominanie się o wynagrodzenie, a co jest już zupełnym kuriozum - chce go nadal mieć u siebie w charakterze niewolnika.

Dzisiaj mało, kto już pamięta, że Emil rozpoczął swoje starty w polskiej lidze już w 2006 roku, jako ledwie siedemnastolatek i od razu stał się rewelacją rozgrywek. Potem był dwa razy mistrzem świata juniorów, a 25 kwietnia 2009 roku, w swoim debiucie w Grand Prix, został zwycięzcą zawodów. Jego brawurowy, by nie powiedzieć szalony styl jazdy, zdobył serca fanów żużla na całym świecie. Ten rosyjski Tatar ma prawdziwy dar do ścigania się na żużlowym torze. W 2013 roku miał szansę na tytuł mistrza świata, jednak na drodze stanęła mu kontuzja, bo do tego momentu był liderem cyklu.

Po siedmiu latach startów w bydgoskiej Polonii, Sajfutdinow przeniósł się przed poprzednim sezonem do Częstochowy, jak się okazało - na swoje nieszczęście. O jego klubowej przynależności zdecyduje niebawem Trybunał Polskiego Związku Motorowego. Nie mam wątpliwości, że przyzna mu rację, tak jak 13 lat temu pozwolił odejść Krzysztofowi Cegielskiemu z gdańskiego Wybrzeża, które też mu nie płaciło i też chciało go nadal mieć jako niewolnika. Wówczas trybunał przyznał mu rację, a sprawę pamiętam doskonale, bo sam ją w imieniu Cegielskiego prowadziłem.

Klub z Częstochowy straci coś więcej niż tylko jednego zawodnika. Straci, a właściwie już stracił swoją twarz i będzie drugim po Unibaksie klubem, któremu w zbliżających się rozgrywkach kibicował nie będę. Mam nadzieję, że los zetknie oba te kluby w jakimś etapie ekstraligowej rywalizacji i ukarze je po równo. W świecie przyrody, tak jak w świecie sportu, musi być sprawiedliwość, a każdy zły uczynek musi być skwitowany karą. Prezes Włókniarza Paweł Mizgalski nie zachowuje się w tej sprawie honorowo, bo spłacenie długów to sprawa honoru. Jak chce osiągnąć sukces sportowy, musi zmienić sposób myślenia. Inaczej przegra wszystko z kretesem, być może nawet miejsce w polskiej żużlowej elicie.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny