Synowiec: Żużlowym prezesom życzę mądrości, na razie zaczęli podawać kroplówkę nieboszczykom

Zaczynamy nowy rok, a więc jest świetna okazja, aby złożyć stosowne życzenia. 2014 rok może być dla polskiego żużla przełomowy, i to pod każdym względem, a więc spełnienie choćby części życzeń bardzo by się przydało.
Najważniejsza w naszym żużlu jest ekstraliga. Ona napędza wszystko, zapewniając zainteresowanie mediów i środki niezbędne zawodnikom, aby mogli jeździć w Grand Prix. Tak naprawdę od tego, jaka będzie kondycja polskiej ekstraklasy, zależy los żużla w jego dotychczasowej formie. Wszystkim prezesom klubów ekstraligi życzę więc, aby wystarczyło im mądrości i determinacji dla przeprowadzenia generalnych porządków finansowych. Jeśli nie uczynią tego natychmiast, liga upadnie jeszcze w tym roku, bo jazda na kredyt to jazda donikąd, a tak zwane licencje nadzorowane to kroplówka dla nieboszczyka.

Prezesowi Falubazu życzę, aby utrzymał dotychczasową formę ambasadora polskiego żużla, a przy okazji utarł nosa butnemu Toruniowi. Magia Falubazu niech trwa jak najdłużej, bo to dobre dla wszystkich. Zaś prezesowi Unibaksu Toruń życzę, aby zrobił, co tylko można, aby zmazać plamę na "krzyżackim" honorze, a przy okazji, aby nie był prezesem malowanym, sterowanym z tylnego siedzenia przez właściciela klubu. No i jeszcze, aby nie eksponował w mediach - tak jak to się dzieje obecnie - osoby Sławomira Kryjoma, czyli człowieka co najmniej pośrednio odpowiedzialnego za największą kompromitację polskiego żużla w jego ligowej historii.

Prezesowi z Tarnowa życzę, aby zapewnił drużynie regularny dopływ gotówki, co pozwoli trenerowi Markowi Cieślakowi na spokojną pracę, a jak ten nie będzie się musiał martwić o kasę, to z pewnością powalczy o któryś z medali. Częstochowskiemu prezesowi życzę, aby uporał się jak najszybciej z kompromitującym długiem wobec Emila Sajfutdinowa i zakończył wojenkę z jego menedżerem, bo wstydem jest nie płacić, a jeszcze większym zwalać winę na innych. W Częstochowie jest wielkie parcie na żużel i szkoda je marnować na spory, których wygrać nie można.

Prezesowi Ireneuszowi Maciejowi Zmorze ze Stali Gorzów życzę, aby mówił zawsze swoim głosem i uwolnił się ostatecznie od swojego honorowego cienia, a poza tym, aby powiedział kibicom, jaka jest prawda o finansach gorzowskiego klubu. Prezesowi Piotrowi Rusieckiemu z Leszna życzę, aby co najmniej dorównał swoim charyzmatycznym poprzednikom - Józefowi Dworakowskiemu i Rufinowi Sokołowskiemu. Piotr Rusiecki zna się i na biznesie, i na żużlu jak mało kto, a jako Wielkopolanin nie lubi bezsensownie wyrzucać kasy w błoto, więc musi mu się udać.

Dzięki pani Krystynie Kloc wrocławski żużel, który nie cieszy się uznaniem władz tego miasta, jakoś daje sobie radę. Oby się więc spełniło jej życzenie o modernizacji stadionu we Wrocławiu i powrocie kibiców na trybuny. Bez silnego klubu w tym mieście jakoś trudno mi sobie wyobrazić polską ekstraligę.

Najtrudniej sformułować życzenia pod adresem prezesa Terleckiego z Gdańska. Na dzisiaj Wybrzeże ma tylko dobrego trenera - Stanisława Chomskiego, nie ma natomiast ani drużyny, ani pieniędzy, ani oparcia we władzach miasta, a i kibiców tam tylu co kot napłakał. Życzę mu więc tego, aby jego klub jakimś cudem przetrwał i nie wycofał się z rozgrywek w trakcie sezonu, co byłoby początkiem końca ekstraligi. Trzeba więc przestać bujać w obłokach (apetyt na milionowe dochody z organizacji międzynarodowych mistrzostw par) i ostro wziąć się do roboty albo też natychmiast ustąpić miejsca innym.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: