Synowiec: Siła siedmiu ekstraligowców jest ogromna. Kogo zawiodą słabsze ogniwa?

Okres transferowy na sezon 2014 właśnie został zamknięty. Najważniejsze decyzje zapadały jeszcze w listopadzie, ale kilka zmian klubowych dopinano dosłownie w ostatnich godzinach. To umożliwia ocenę siły rażenia poszczególnych klubów.
Trzeba przyznać, że poza jednym wyjątkiem - gdańskie Wybrzeże - kadry ekstraklasowych drużyn wyglądają imponująco. Siła siedmiu zespołów jest ogromna, większa niż kiedykolwiek, co oznacza, że walka o play-off, a potem o medale, będzie zażarta jak nigdy. Szkoda tylko, że Gdańsk jest już przed sezonem skazany na pożarcie, bo to źle i dla całej ekstraligi i dla gdańskiego żużla w szczególności. Bowiem żużel w tym mieście od lat balansuje na granicy bytu i niebytu, choć przed laty miał swoje dni chwały, ale tym razem spadek może oznaczać niebyt na wiele sezonów. Zapyziały stadion, mało kibiców i zespół zebrany z zawodników niechcianych w innych klubach. Wielka szkoda, że od ponad dziesięciu lat w Gdańsku nie można zebrać kasy i sił na poważne ściganie się i choć trener Stanisław Chomski stara się jak może, bez armii niestety niczego nie zwojuje.

Siłę innych drużyn już znamy. Warto przyjrzeć się słabym punktom poszczególnych ekip.

Zacznijmy od mistrza Polski - Falubazu Zielona Góra. Najsłabszą linią są tu juniorzy, no chyba że Łoktajew dostanie polski paszport. Ale ileż paszportów można posiadać? Przecież ten zawodnik startuje w rosyjskiej lidze jako Rosjanin, a w rozgrywkach międzynarodowych jako Ukrainiec. Myślę, że gdyby dla koniunkturalnych celów miał zostać jeszcze Polakiem, to byłoby nie fair wobec innych zespołów, jako że to będzie zwykłe obejście żużlowych regulaminów.

Toruński Unibax ma na papierze rewelacyjny skład, ale ja widzę trzy słabsze punkty. To Gollob, Sajfutdinow i Holder. Wszyscy są po ciężkich kontuzjach i zapewne będą jeździć w kratkę, co jest szansą dla innych. No i cała żużlowa Polska będzie im źle życzyć za megawygłup w Zielonej Górze, co też ma pewne znaczenie psychologiczne.

W Tarnowie słabo wygląda duet juniorski, a poza tym siła rażenia Vaculika i Buczkowskiego maleje z miesiąca na miesiąc i chyba nawet sam cudotwórca Marek Cieślak może tego nie zmienić. Największą słabością klubu z Częstochowy jest fatalny stan klubowej kasy oraz kiepski wizerunek głównego sponsora (poważna sprawa karna w toku). Również część zawodników drugiej linii - M. Jabłoński, Kildemand, Szombierski - nie budzi zaufania. Ten ostatni poza swoim torem jeździ jak uczeń żużlowej szkółki.

W Gorzowie moje obawy budzi wyłącznie druga linia - Gapiński, Sundstrom, a szczególnie Świderski. Cała trójka musi mieć nieco wyższą formę niż w tym roku i oczywiście większą stabilność. Na kolejną integrację przy łowieniu ryb nie będzie czasu, bo liga będzie i szybsza, i krótsza.

Leszno zyskało superlidera, ale i tam druga linia wygląda marnie. Baliński to karta zgrana już zupełnie, a Zengota to zawodnik jeżdżący nierówno jak mało kto. To będzie z reguły dziura nie do zasypania, zwłaszcza na wyjazdach. We Wrocławiu nie brakuje ducha walki, ale doskwiera brak dobrego stadionu i kibiców, których na mecze przychodzi jak na lekarstwo. U siebie będą bardzo silni, ale w meczach na obcych torach czwórka: Suchecki, Pavlić, Jędrzejak i Batchelor może zdobyć razem zarówno 30 punktów, jak i osiem. W Gdańsku jak już wspomniałem wyżej, słabym punktem jest wszystko i nie ma tam nikogo, kto gwarantowałby zdobycie w meczu 10 "oczek". A angaż stuletniego Petera Karlssona, który z trudem nadaje się do naszej drugiej ligi, to po prostu jakiś żart.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny