Sport.pl

Euroliga. Sensacja w Monachium. Mistrzowie Polski w grze o Top 16!

- Dość mamy pięknych porażek - mówili koszykarze Stelmetu Zielona Góra przed wyprawą do Monachium. Dwa razy faworyci Euroligi wywinęli się im ostatnio od porażek trafieniami w ostatnich sekundach. Stelmet znalazł na to sposób. Niewiarygodnie zagrał w trzeciej kwarcie meczu z Bayernem w Monachium. Zdobył wtedy przewagę, której już nie oddał. Niemiecka drużyna przegrała pierwszy mecz we własnej hali w tym sezonie.
Zaczęło się ciekawie i zaskakująco. Tym razem Stelmet wystartował lepiej niż Bayern. Ale bardzo szybko walka się wyrównała. I przez półtorej kwarty nie dało się wskazać mocniejszego. Drużyny postawiły sobie nawzajem twarde warunki. Obrona długimi momentami nie zawierała usterek. Nie było zatem łatwo się przez nią przebijać. Stelmet punktował najczęściej dzięki temu, że miał po swojej stronie Vlado Dragicevicia, którego przed meczem Niemcy bali się najbardziej.

Kilka razy koszykarze z Zielonej Góry i Monachium wydzierali sobie prowadzenie. Aż w końcu gospodarze zapracowali na to, by urwać się mistrzom Polski.

To było w połowie drugiej kwarty. Bayern zaczął układać grę na swoich warunkach. Wynik jeszcze tego nie mówił, wciąż trzymał się w pobliżu remisu. Prowadzenie gospodarzy dało się nadrobić dwoma-trzema trafieniami. A jednak na boisku już coś się zmieniało. Bawarczycy dodali sobie otuchy dwoma mocnymi blokami. Najpierw Nihad Djedović wbił w parkiet Kamila Chanasa. A później Vlado Dragicević dostał czapkę na zimę od wielkoluda Johna Bryanta.

Atak Bayernu sprawiał wrażenie granego z większym spokojem i planem. Częściej kończył się też pozycjami dogodnymi do oddania rzutu. Jeżeli gracze z Monachium pudłowali, było w tym trochę pecha. Po drugiej stronie boiska Stelmet musiał mocniej improwizować, imać się zagrań bardziej indywidualnych i ryzykownych. Żeby piłka wpadła do kosza, musiało być w tym trochę szczęścia. Gdy nie wpadała, to kosztowało. Bayern zdecydowanie opanował walkę o zbiórki. W tej dziedzinie rządził. Liczby - 28:12 - mówiły o tym o wiele dosadniej niż wynik po dwóch kwartach 35:31.

Jeśli jednak gracze bawarskiej ekipy uwierzyli, że najgorsze w tym spotkaniu mają już za sobą i przetrzymali napór Stelmetu, pomylili się.

Na drugą połowę z lepszym nastawieniem i większą energią wyszli z szatni goście. Po niespotykanej w piątkowym spotkaniu wymianie trzypunktowych rzutów Stelmet dogonił, a po tym nie zatrzymał się, tylko wyprzedził przeciwników.

Svetislav Pesić, trener Bayernu, nie miał w oczach pewności siebie, gdy dokonywał kolejnych zmian, lecz przewaga drużyny z Zielonej Góry powiększała się.

Na trzy i pół minuty przed końcem trzeciej kwarty Stelmet był lepszy o osiem punktów. I miał w sobie wielką wolę, by zepsuć serię gospodarzy, którzy w tym sezonie jeszcze nie przegrali w Audi Dome.

13 punktów przewagi gości w końcówce trzeciej kwarty to już nie były przelewki, tylko dowód na to, że w tej części meczu Stelmet zadał potężne ciosy, po których zachwiał się Bayern. Ale nie było jeszcze wiadomo, czy w finałowej kwarcie bawarski team mocniej stanie na nogach i zdoła się odgryźć.

Kibice na siedmiotysięcznych trybunach czuli, że to ważne chwile. Nie żałowali koszykarzom wsparcia.

A Stelmet stracił rytm, część przewagi oraz patent na błyskotliwe akcje. Przez trzy minuty goście w ogóle nie mogli przebić się z piłką do kosza. Z trudem i bólem godzili z werdyktami sędziów, którzy coraz częściej odgwizdywali im faule. Mimo to zielonogórska drużyna kontrolowała mecz. I na cztery minuty przed końcem trzymała w rękach zwycięskie karty. Bayern po mocnym zrywie na początku czwartej kwarty przestał bronić z zabójczą skutecznością.

Gdy do kontry urwał się Christian Eyenga, wyrwał piłkę obrońcy gospodarzy i zdobył punkty, było 62:75, trzy minuty do końca. Pesić poprosił o przerwę. Ale wiedział już, że potrzebuje działań nadzwyczajnych, by odwrócić losy meczu. Niemiecka maszyna, która w Monachium działała dotychczas bez zarzutu, już wyraźnie przegrywała wyścig ze Stelmetem.

Po dwóch przegranych horrorach tym razem zielonogórski zespół finiszował komfortowo. Gospodarzom wpadły wprawdzie do kosza dwie trójki, jednak potrzebowali o wiele więcej, by wykręcić się od sensacji. A na więcej mistrzowie Polski nie pozwolili. Kończyli spotkanie ze wspaniałą 61-procentową skutecznością trafień rzutów za dwa punkty. Gospodarzom, którzy mieli być szalenie groźni w strefie podkoszowej, pozwolili na ledwie 36 proc. skuteczności.

W grupie C robi się ciekawie! Stelmet włącza się do walki o Top-16, na co po dwóch meczach nikt nie postawiłby złotówki.

BAYERN MONACHIUM - STELMET ZIELONA GÓRA 71:78

KWARTY: 16:15, 19:16, 17:32, 19:15

BAYERN: Djedović 17 (1x3), Delaney 13 (3), Bryant 9, Troutman 10 (1), Benzings 3 (1) oraz Steiger 6 (2), Savović 5 (1), Thompson 4, Taylor 2, Schaffazik 2, Idbihi 0, Hamann 0.

STELMET: Dragicević 19, Zamojski 14 (2x3), Eyenga 14, Koszarek 13 (1), Brackins 5 (1), oraz Sroka 4, Hrycaniuk, Cel 3 (1), Walker 2, Chanas 0.

Więcej o: