Karolina Naja: Nie jestem żadną gwiazdą. Wygrywamy i przegrywamy razem z dziewczynami [ZDJĘCIA]

- W roku poolimpijskim była okazja na testowanie naszej wytrzymałości. Obstawiłam cztery konkurencje i nie było źle, mam w garści trzy medale - mówiła kajakarka AZS AWF Gorzów Karolina Naja. Razem z wioślarzem naszego klubu Zbigniewem Schodowskim podzielili się wrażeniami z mistrzostw świata w swoich dyscyplinach.
Karolina wracała w chwale z Duisburga z Niemiec, Zbyszek aż z Korei Południowej. Bez medalu, a z bardzo dobrym, bo czwartym miejscem, wywalczonym przez męską wioślarską ósemkę. Kto widział naszą 23-latkę rok temu, z brązem Igrzysk Olimpijskich w Londynie, pewnie jest pod wrażeniem, jaką ta dziewczyna, jedna z największych nadziei polskich kajaków, przeszła w ostatnich miesiącach przemianę fizyczną i mentalną. Dziś kolejne sukcesy, na miarę tych, które kilkanaście lat temu osiągały inne zawodniczki z gorzowskich klubów - Beata Sokołowska-Kulesza czy Aneta Konieczna, wtedy startująca pod nazwiskiem Pastuszka, nie są już dla Nai zaskoczeniem, a konsekwencją porządnej pracy i wykorzystywania wielkich pokładów talentu. Srebro, brąz, srebro... Dobrze, że głód złota w przyszłym sezonie będzie jeszcze większy, tym bardziej że światowa czołówka jest dla tej uroczej dziewczyny i jej koleżanek z reprezentacji, na wyciągnięcie ręki. - Za mną zdecydowanie najcięższa impreza w karierze - opowiadała Naja. - Start w czterech konkurencjach, do tego w dwóch na dystansach olimpijskich, to było naprawdę duże wyzwanie i dla organizmu, i dla głowy. Nie ma jednak jakiegoś dodatkowego obciążenia. Czuję się tak, jak po ubiegłorocznym sukcesie na igrzyskach w Londynie. Robię to, co lubię, a gdy jeszcze do tego mogę zdobywać medale, to czego chcieć więcej. Na podium nie staję sama, do wyników dochodzę razem z koleżankami z osad, z całą grupą. Nie jestem żadną gwiazdą.

Cztery różne rywalizacje, przepłynięte ponad cztery kilometry z najlepszymi na świecie, cały czas w ścisłej czołówce... Ekstremalne wyzwanie. Na igrzyskach jest inaczej. Tam zawodniczka skupia się na jednej, dwóch, rzadziej na aż trzech konkurencjach. - W roku poolimpijskim można sobie pozwolić na takie testowanie naszej wytrzymałości - stwierdziła kajakarka AZS AWF. - Łatwo z pewnością nie było, bo zaliczyłyśmy maksymalną ilość startów, a do tego w półfinałach praktycznie zawsze trafiałyśmy na bardzo mocne rywalki. Nie miałyśmy więc okazji na kalkulację i oszczędzanie energii. W ostatnim dniu mistrzostw stwierdziłam, że nie jest źle. Osobiście dałam radę, a w ręku mam trzy medale, znów jeden w konkurencji olimpijskiej. Zdecydowanie nie podjęłam się wyzwania ponad moje siły.

Do połowy dystansu w finale K-2 na 500 m Polki wyraźnie prowadziły. Potem jednak kolejność ułożyła się jak w Londynie - Nai i Beacie Mikołajczyk (Kopernik Bydgoszcz) został brąz za Niemkami i Węgierkami. W czwórce, mimo zmienionego składu, znów biało-czerwone zajęły czwartą lokatę, choć apetyty były znacznie większe. - Do godziny dwunastej pływałyśmy w Duisburgu z wiatrem, a potem pod wiatr. Im bliżej do mety, tym wiało mocniej. Stąd ten błąd taktyczny w dwójce pięćset - opowiadała Naja. - Na gorąco, pewnie faktycznie środek dystansu pojechałyśmy trochę za mocno i zabrakło sił. Taki jest jednak sport. Ważne, że ciągle jest podium i pływanie w kontakcie z najgroźniejszymi rywalkami, które startują ze sobą znacznie dłużej. My z Beatą pływamy drugi rok. Im więcej doświadczeń, tym mniej będziemy popełniać takich błędów. Rozczarowaniem z pewnością był wynik czwórki, w której znów nie potrafiłyśmy wpłynąć na podium. Mamy nad czym pracować, nad jeszcze lepszym zgraniem, szybkością. Tak do tego podchodzę. Wszystkie w kadrze chcemy, aby na igrzyskach w Rio czwórka była już na medal.

A czy Karolina Naja myśli o tym, aby na mistrzostwach świata i igrzyskach zacząć pływać w jedynce? - Zastanawiam się nad tym, wraz z trenerem kadry i trenerem klubowym - wyznała nasza kajakarka. - Jeśli moja forma będzie przynajmniej taka jak w tym roku, albo najlepiej jeszcze wyższa, to pewnie podejmę się tego wyzwania, spróbuję przesiąść się na najważniejszą imprezę do jedynki na 200 lub 500 metrów. Czuję, że bliższy jest mi ten pierwszy dystans. Tym bardziej, że można go spokojnie połączyć z K-2 na 500 metrów, a z tej osady nie chciałabym rezygnować, bo uważam, że razem z Beatą mamy szansę w przyszłości na wiele fajnych wyników i liczymy, że w dobrej dyspozycji dopłyniemy do następnych igrzysk. Oczywiście jeśli chodzi o pływanie w jedynce, to dziś są tylko teoretyczne rozważania, bo i tak o wszystkim rozstrzygną, otwierające każdy sezon, kwietniowe kwalifikacje do kadry.

Naja z dumą chwaliła się swoimi medalami. Zbyszek Schodowski, który nie odpuszcza miejsca w składzie wioślarskiej, męskiej ósemki, z MŚ w Korei przywiózł czwarte miejsce. Tym samym Polacy powtórzyli najlepszy wynik w historii na imprezie tej rangi. - Mistrzostwa Europy były w tym roku srebrne, Puchar Świata też srebrny, a więc jest niedosyt - opowiadał zawodnik AZS AWF Gorzów. - Po dobrym przedbiegu myśleliśmy, że medal jest jednak dużo bliżej. Odbudowaliśmy się po sporej porażce w Londynie, gdzie w ogóle nie awansowaliśmy do finału. To jest ten plus. Złotego środka na tych najlepszych jeszcze nie mamy, cały czas go szukamy. W Korei, w połowie dystansu padła komenda, aby atakować, po reakcji naszej łodzi nie było jednak widać, abyśmy zabierali się do trzecich Amerykanów. Uważam, że do tego startu byliśmy przygotowani optymalnie, a więc właśnie na tyle było nas dziś stać. Ważne, że każdy indywidualnie zrobił progres. Oprócz naszego trenera, rad udzielał też nam pan Jerzy Broniec, współtwórca olbrzymich sukcesów Tomka Kucharskiego i Roberta Sycza [dwa złote medale igrzysk olimpijskich]. Te wszystkie uwagi staramy się jak najlepiej wykorzystywać i iść do przodu.

Karolinie właśnie udało się wyrwać na chwilę do rodziny w Hiszpanii. Zbyszek jeszcze nie ma wolnego, przed nim ostatnie, krajowe starty. - Zaraz wracam do Gorzowa, aby odrobić zaległości na uczelni - powiedziała Naja. - A od października zabieram się do treningów. Najlepiej do stycznia znów w klubie, a potem w kadrze. Tyle głowa wytrzyma. Te wspólne miesiące nie są łatwe. Dni spędzonych na zajęciach nawet nie chcę zliczać. Tydzień kajakarza toczy się od niedzieli do czwartku, właśnie w tych dniach mamy wolne popołudnia i odliczamy do nich czas. Walka na najwyższym poziomie jest jednak możliwa tylko przy naprawdę ciężkiej pracy. Niczego nie można przegapić, Zbyszek na pewno to potwierdzi. Rok temu mówiliśmy, że do Rio jeszcze szmat czasu, a tu zostały trzy lata, za dwa sezony już będą kwalifikacje osad do igrzysk. Na szczęście, gdy poświęcasz się zajęciu, które jest twoją pasją, to te najcięższe dni jakoś łatwej przetrwać - zakończyła zawodniczka AZS AWF Gorzów.