Marek Zachara: To największy sukces gorzowskich kajaków

Dwa srebrne medale i jeden brązowy to niezwykły dorobek Karoliny Nai na mistrzostwach świata w kajakarstwie. - Za metą ?pięćsetki? widziałem w oczach naszej dziewczyny złość. Ona ma taki charakter, jest wielką wojowniczką, nie lubi przegrywać. Gratulując jej i Beacie Mikołajczyk dodałem, że trzeba się cieszyć, bo każdy medal na tej imprezie to była wielka sprawa. Trzeba go było wręcz wyszarpać - powiedział trener AZS AWF Gorzów Marek Zachara, który był w Duisburgu.
Najcenniejsze jest trzecie miejsce Karoliny Nai z AZS AWF Gorzów i Beaty Mikołajczyk z Kopernika Bydgoszcz w kajakowych dwójkach na 500 metrów, bo to konkurencja olimpijska. - Kolejność została ta sama, co przed rokiem na igrzyskach w Londynie - opowiadał Marek Zachara, wiceprezes urzędujący i trener naszego akademickiego klubu. - Kilka miesięcy wcześniej, na mistrzostwach Europy w Portugalii, Polki pokonały Niemki i Węgierki. To było bardzo miłe, ale wszyscy mieliśmy w głowach, że tak naprawdę liczy się tylko start w Duisburgu. Właśnie mistrzostwa świata i raz na cztery lata igrzyska układają na rok rozkład sił na świecie. Tina Dietze i Franziska Weber były u siebie piekielnie mocne. To wciąż młode dziewczyny, trzeba będzie nadal mocno się napocić, aby na najważniejszych imprezach je pokonać. Za to bardzo doświadczone Węgierki wyjechały się tu całkowicie. Przebijały się na drugie miejsce z piątej pozycji, gdzie były w połowie dystansu. Potem nie stanęły na podium w finale nieolimpijskiej "dwusetki". Nie pamiętam, kiedy ostatni raz coś podobnego się zdarzyło. Polki? Może i poszły na za mocno. Gdyby jednak mniej wiało od przodu, a wyścig trwał parę sekund krócej, to kto wie, czy czołowego miejsca nie dociągnęłyby do mety. Nie ma co jednak rozważać, a trzeba się cieszyć, bo Słowaczki były milimetry za nimi, a dla kolejnych osad już nie starczyło miejsca na podium. Światowy szczyt potwierdził, że na taką imprezę można jechać po sukcesy tylko w znakomitej formie.

Mistrzostwa świata w Duisburgu obejrzało na żywo prawie 20 tysięcy kibiców, a w internecie śledziło zmagania prawie pół miliona osób. Spotkaliśmy się nawet z takim porównaniem, że czym dla tenisa jest Wimbledon, a dla wioślarstwa Lucerna, tym dla kajaków jest tor w Niemczech. - Impreza faktycznie była przygotowana na najwyższym poziomie, choć mogę powiedzieć, że gospodarzom pomagały ściany - stwierdził Zachara. - Nie, nie było żadnych niesportowych zagrywek. Kibice tak zdzierali gardła, że zawodnicy po prostu musieli wygrywać. Niemcy zdobyli osiem złotych krążków, wygrali klasyfikację medalową, a i tak dziennikarze pytali, czemu zwycięstw jest tak mało. Gospodarze mieli parcie na sukces i myślę, że taki odnieśli. Tak jak my. Pewnie, że kobietom ładniej byłoby choć z jednym złotym medalem. Nie ma co jednak wybrzydzać. Na tle piekielnie silnej konkurencji mogliśmy chodzić z podniesionymi głowami.

A kto na trybunach machał biało-czerwoną flagą z napisem "Gorzów"? - Fanów z Polski było też sporo - przyznał trener. - Szczególnie bliską nam flagę mieli rodzice i znajomi Rafała Rosolskiego, gorzowianina, obecnie startującego w barwach klubu z Białegostoku, który tak dobrze wypadł w kajakowych jedynkach. Biało-czerwoni wiedzieli, że ktoś mocno ściska za nich kciuki. To z pewnością dodawało skrzydeł.

Jaką wagę w historii gorzowskich kajaków mają trzy medale Nai? - To zdecydowanie największy sukces AZS AWF Gorzów, a i musiałbym pogrzebać w przeszłości polskiego kajakarstwa, ilu mieliśmy multimedalistów na tak prestiżowej imprezie. Myślę, że niewielu - z dumą stwierdził Zachara. - Zastanawiałem się, czy start w aż czterech konkurencjach to nie za dużo. Gdy jednak ostatniego dnia, przed dekoracją sztafet, Karolina powiedziała mi, że dobrze się czuje, wątpliwości mnie opuściły. Jesteś mocny, a więc pływasz, nie myślisz o czymś innym, tylko o startach. Gdybyś miał tylko jeden występ, to czasami głowa mogłaby podać za wiele scenariuszy, a tak nie było na to czasu. Czy jestem dumny? Oczywiście. Z każdego polskiego medalu, bo wiem, jak trudno jest zawodnikowi wejść na ten poziom, a jeszcze trudniej na nim zostać. Tu nie ma żadnych sentymentów, finały rozstrzygają się przecież o tysięczne części sekundy. Złość po przegranej "pięćsetce" rozumiem, bo marzeniem każdego jest zwycięstwo. Potem jednak przychodzi refleksja i zaczynasz te wyniki, poparte katorżniczą pracą, doceniać, bo widzisz, ilu chciałoby być na twoim miejscu. W klubie czekają nas jeszcze ważne zawody w maratonie kajakowym, a dla naszej najlepszej zawodniczki jest chwila na zasłużone wakacje, a potem powrót na studia. A w głowie siedzą igrzyska w Rio. Jeszcze trzy lata, szmat czasu. To samo jednak mówiliśmy 12 miesięcy temu, gdy wyjeżdżaliśmy ze szczęśliwego Londynu.

MEDALE POLAKÓW NA MŚ W DUISBURGU:

złote: Piotr Siemionowski, Sebastian Szypuła (obaj Zawisza Bydgoszcz), Denis Ambroziak (KSC Olsztyn), Dawid Putto (UKS Kopernik Bydgoszcz) - sztafeta K-1 4x200 m;

srebrne: Marta Walczykiewicz (KTW Kalisz) - K-1 200 m; Karolina Naja (AZS AWF Gorzów), Beata Mikołajczyk (UKS Kopernik Bydgoszcz) - K-2 200 m; Naja, Edyta Dzieniszewska (Sparta Augustów), Magdalena Krukowska (UKS Dojlidy Białystok), Walczykiewicz - K-1 4x200 m;

brązowe: Dzieniszewska - K-1 1000 m; Naja, Mikołajczyk - K-2 500 m.