Jerzy Synowiec: Pech w żużlu nie istnieje, kłopoty muszą być wkalkulowane w każdy sezon

Przed nami decydujący etap walki o medale w żużlowej ekstralidze. Niestety już bez Stali Gorzów. Zabrakło ledwie jednego, małego punktu biegowego, aby znaleźć się w pierwszej czwórce. Czy to pech? Niestety nie, bo trudno założyć, że pech dotknął wszystkie ligowe zespoły - przecież każdy może wskazać, że jego drużyna straciła punkty przez niefortunne zbiegi okoliczności.
Falubaz Zielona Góra stracił je przez absencję Andreasa Jonssona. Częstochowa zgubiła je przez kłopoty rodzinne i kontuzję Emila Sajfutdinowa, a Unibax Toruń zaczął sezon rewelacyjnie, aby potem, po kontuzjach Holdera, Miedzińskiego, Warda i Pulczyńskiego, dostawać lanie na wszystkich torach tak, że pewny złoty medal uciekł chyba bezpowrotnie.

Również nasz ostatni przeciwnik - Unia Leszno - jechała decydujące spotkania bez swojego lidera Przemysława Pawlickiego oraz podstawowego juniora Tobiasza Musielaka. Na dole tabeli kłopoty też były bardzo widoczne. Betard Wrocław - rewelacja rozgrywek - odjechał ważne spotkania (m.in. z naszą Stalą) bez swojego kontuzjowanego lidera Taia Woffindena, a niespodziewany spadkowicz Marma Rzeszów straciła niezbędne do utrzymania punkty w wyniku kontuzji Nicki Pedersena oraz przez jego lekceważący stosunek do niektórych występów ligowych, a człowiek ten zdobywał przecież dla swojego zespołu niemal połowę punktów. Miało swoje kłopoty i Gniezno - dwa defekty na prowadzeniu Daveya Watta w meczu "na styk" z gorzowską Stalą oraz niespodziewane, totalne załamanie formy Szweda Antonio Lindbacka, ale także i Tarnów, i Bydgoszcz.

Pech w żużlu nie istnieje, bo kłopoty muszą być wkalkulowane w każdy sezon. Tak więc w Gorzowie nie powinniśmy narzekać na zły los, a bardziej na fatalną dyspozycję zespołu na początku sezonu, kiedy bili nas na własnym torze ligowi słabeusze. Sezon jest więc zamknięty przedwcześnie, ale to fakt, z którym już dyskutować się nie da. Inna rzecz, że regulamin zakładający koniec rywalizacji dla większości drużyn w połowie sierpnia to bzdura jak mało która. Wprawdzie będziemy oglądali jeszcze Mistrzostwa Polski Par Klubowych, ale jest to impreza, której upadek oglądaliśmy przez wiele ostatnich lat i która nie zasługuje na miano jakichkolwiek mistrzostw, chyba że będą to mistrzostwa podwórka. Nie jadą Gollob z Miedzińskim, Protasiewicz z Dudkiem, Pawlicki z Zengotą i tak dalej. Wygrać może więc para Orła Łódź - Pytel i Jamróg...

Dziś najważniejsza jest odpowiedź na pytanie: co dalej? Prezes Stali Ireneusz Maciej Zmora odważnie powiedział o długach wiszących nad klubem jak gradowa chmura oraz o marnych perspektywach na zdobycie pieniędzy na następny sezon. Powiedział więc rzecz ważną i postawił równie ważne pytanie: czy żużel dla gorzowian to tylko sport i czy zdobywanie nań pieniędzy to tylko problem klubu? Pytanie słuszne i mądre, a odpowiedź będzie determinowała dalszy byt klubu. W dyskusji powinni wziąć udział wszyscy, którym dobro gorzowskiego żużla leży na sercu. Wcześniej jednak trzeba będzie jasno i uczciwie przedstawić stan klubowych finansów - wysokość, rodzaj długów i przyczyny ich powstania. I nie powinien sprawy przedstawiać honorowy prezes klubu, bo jego teoria długów jest znana od lat kilkunastu i jest to teoria baśniowa.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny