Jerzy Synowiec: Dla tak wielu już po lidze? To niemożliwe, a jednak prawdziwe

W niedzielę 18 sierpnia skończył się sezon ligowy dla połowy polskich zespołów, w tym dla gorzowskiej Stali. To ewenement na skalę światową i obojętne jest, co pojęcie ?świat? znaczy w żużlu.
Dodatkowym dziwolągiem jest to, że dla niektórych ligowców z niższych klas, sezon skończył się jeszcze wcześniej, nawet w lipcu (Piła, Rawicz, Ostrów). Taki terminarz rozgrywek ligowych to prosta droga do uśmiercenia żużlowej rywalizacji klubowej. Przecież kibice z Gorzowa, Wrocławia, Leszna i wielu innych ośrodków, ponownie zobaczą ligowy żużel dopiero za osiem miesięcy! To wydaje się być niemożliwe, a jednak jest prawdziwe. Prezesi żużlowych klubów, niemal co roku zmieniający regulaminy rozgrywek, zaczynają ścigać własny ogon, bo niewiele już da się zepsuć, choć próby wciąż trwają.

Co więc będzie dalej z polskim, ligowym żużlem? Pytanie jest jak najbardziej na miejscu, bo choć walka o medale, jak też o awans do ekstraligi, dopiero wejdą w decydującą fazę, to jednak nie sposób nie usłyszeć głosów o ewentualnym upadku kilku znaczących ośrodków. Pani prezes rzeszowskiej Marmy Marta Półtorak wpakowała w swój klub przez ostatnie dziesięć lat około 65 milionów złotych i co ma w zamian? Jej ligowcy nie tylko, że nie zdobyli ani jednego medalu, nie wychowali ani jednego, w miarę liczącego się zawodnika lub choćby juniora (Łukasz Sówka jest wychowankiem klubu z Ostrowa), to jeszcze spadli z ekstraklasy w wyjątkowo wstydliwy sposób, kłócąc się po drodze i z żużlowymi władzami i z połową innych ligowców. Sama pani prezes jest sobie winna, bo jeśli nie wie, jak zbudować zespół na medal, powinna zasięgnąć rady fachowców, a nie powierzać kierowanie drużyną takiej trenerskiej ofermie jak Dariusz Śledź. Zdaniem byłego prezesa z Leszna - Rufina Sokołowskiego - za połowę pieniędzy, jakie prezes Rzeszowa włożyła w klub, mogłaby mieć medal, jeśli nie co roku, to z pewnością co drugi sezon. Teraz szefowa Marmy zapowiedziała, że ma żużla dość i odchodzi. Czy Rzeszów to wytrzyma i czy znajdzie się kolejny naiwniak, rzucający pieniądze w błoto? Wątpię.

Podobnie ma się sytuacja w Lesznie. Tam też zapowiedział odejście z żużla charyzmatyczny prezes Józef Dworakowski, rozczarowany z jednej strony sytuacją w polskim żużlu, a z drugiej - kompletną ligową klapą swojej Unii. W Lesznie też zespołem kierował zasłużony zawodnik, ale już jako trener gapa - Roman Jankowski. Czy Leszno wytrzyma odejście Dworakowskiego? Również wątpię. O Gnieźnie i Bydgoszczy nawet nie ma co mówić. Start na ekstraligę nie był przygotowany, więc spada tam, gdzie jest jego miejsce, czyli do ligi niższej. Zaś Polonia już od lat nie ma szczęścia do klubowych wodzów, którzy zmieniają się co kilka miesięcy, a zespół jak dryfował w kierunku całkowitego upadku, tak dryfuje nadal. Dość przypomnieć, że ostatnie mecze tego zespołu oglądało ledwie po kilkuset kibiców. Tutaj nawet powrót Tomasza Golloba niczego zmienić nie może, bo dzisiaj kibice żużla w Bydgoszczy wolą oglądać piłkarzy Zawiszy, którzy po 20 latach znowu są w ekstraklasie. Wrocław jeszcze raz uciekł spod katowskiego topora, ale ile razy jeszcze może się to udać. Oczywiście brawa dla trenera Piotra Barona i pani prezes Krystyny Kloc, że z niczego zbudowali zespół co się zowie, ale to chyba "łabędzi śpiew" Sparty, bo w przyszłym roku cudów już nie będzie. No chyba, że do ekstraligi awansuje Wybrzeże Gdańsk, które poza trenerem nie ma niczego innego - zawodników, stadionu, kibiców i pieniędzy.

Na koniec zostawiam gorzowską Stal. Tutaj także wesoło nie będzie. Gigantyczny, idący w miliony dług i skład, który w przyszłym roku niczego nie gwarantuje - to problemy, o których będzie głośno już za chwilę. Stal ma wiernych i fanatycznych kibiców i to jest wartość ważniejsza niż inne, dla której o klub trzeba się martwić już teraz. Trzeba pożegnać się z Nermarkiem, Kasprzakiem i Gapińskim, zrobić wszystko, aby zostawić Zmarzlika, Cyfera, Hliba i w pierwszej kolejności Iversena, odzyskać Zagara, namówić do startów w Gorzowie Łotysza Lebiediewa i mamy skład na play-off, nawet bez piątego seniora. A co do kasy - honorowy prezes zawsze twierdził, że zostawił klub funkcjonujący sprawnie tak jak szwajcarski zegarek, a taki zegarek nigdy do końca się nie psuje. No, a wydział promocji miasta, który wydaje rocznie na żużlowe Grand Prix kilka milionów złotych, niech natychmiast się obudzi i skontaktuje z BSI, aby przypomnieć im, że reklama turnieju w Gorzowie jest już zbyteczna, bo przecież ta impreza dawno odbyła się. Tak samo nie ma co reklamować kolejnych spotkań ligowych w Gorzowie, bo tak się składa, że ich w tym roku niestety więcej nie będzie.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny