Żużlowe emocje na bardzo mokrym torze [MNÓSTWO ZDJĘĆ, WIDEO]

To była historyczna chwila. Pierwszy mecz żużlowy na wodzie. I od razu derby. Stal i Falubaz. W pełnej przyjaźni. W pewnym momencie w kajakach nawet obsada była mieszana. - Tak powinna wyglądać współpraca Gorzowa i Zielonej Góry - stwierdził Daniel Adamski, organizator derbów.
Zasady wzięte żywcem z żużla, tylko toru nie trzeba było wyrównywać. Przeprowadzono próbę toru i z drużyny Falubazu dochodziły głosy, że jest zbyt... suchy. Bez problemu dało się ich jednak przekonać, że deszcz, czyli zwiększenie zawartości wody w wodzie mógłby popsuć nastroje kibiców i zawodników.

W drużynie Stali-Łoter było nawet dwóch prawdziwych żużlowców. Łukasz Kaczmarek, na co dzień junior Stali, wywalczył dla Gorzowa zwycięstwo w pierwszym biegu. Podobnie jego klubowy kolega Tomasz Walasek, zostawiał w tyle przeciwników z Winnego Grodu. Nic dziwnego, bo w drużynie gości startowali sami amatorzy, w tym sporo pań. Głównie artyści i fani projektu Akcja Utylizacji Animozji. Trzeba jednak przyznać, że prawdziwi żużlowcy będą sobie świetnie radzić nawet na niezwykle mokrym torze i bez motocykli.



Zawodnicy byli w strojach naśladujących kombinezony żużlowców. Zamiast kasków mieli czapeczki, a plastrony zaprojektował znany artysta Mariusz Kaczmarek z Kostrzyna. Wykonała je Maja Powalska, która zresztą sama startowała w drużynie Stali.

A reguły? Prawdę mówiąc, reguły tej odmiany speedwaya wykuwały się dosłownie na naszych oczach. Ad hoc decydowano, ilu zawodników w kajaku, gdzie linia startowa. Generalnie zasadą było, że pływa się w lewą stronę wokół wysepki. Jednak niektórzy zawodnicy niezbyt chętnie się do tego stosowali, a bywało, że w ogóle mieli problem ze startem.

Derby w Speedway Łoter w parku Róż przebiegały w bardzo przyjaznej atmosferze. Żadnych "psów" żywych czy martwych. Żadnych jątrzących napisów. Chociaż goście mieli trochę uwag do gospodarzy. - Czuję podstęp. Zaprosili nas najpierw na obiad. I teraz nic się już nie chce - żalił się przed startem zawodnik Falubazu.

Publiczność dopisała, bo w parku trwał festyn rodzinny zorganizowany przez Fundację Ad Rem. Jedynie kaczki na ten czas wyniosły się w spokojniejsze rewiry, bez dopingujących kibiców.

A kibicowało nawet "towarzystwo" po drugiej stronie parkowego stawu. - Trzynaście do pięciu? Nie, dziesięć do dwóch - spierali się kibice z piwkiem w ręku. Widocznie nie dochodziła do nich z drugiego brzegu relacja znanych komentatorów radiowych Daniela Rutkowskiego i Ryszarda Rachlewicza.

A jaki był wynik naprawdę? Po sześciu wyścigach wygranych podwójnie przez gorzowian (przy stanie 30:6) uczestnicy zdecydowali, że w kolejnych wyścigach zajmą się już tylko... integracją. I startowali w składach totalnie mieszanych.

Ocieplanie i chłodzenie

AUA, czyli Akcja Utylizacji Animozji ma na swoim koncie różne ciekawe przedsięwzięcia. A to na prima aprilis zamienili tablice przy wjeździe do Zielonej Góry i Gorzowa, a to topili marzannę w Warcie, a w Zielonej wysłali ją w kosmos rakietą. Przyjeżdżali na mecz żużlowy do Zielonej Góry i ostentacyjnie siadali nie w klatce dla kibiców, ale razem z zielonogórzanami, aby pokazać, że można. I dobrze się bawili. Kopali też tunel w wielkiej dziurze po fontannie Pauckscha aż do samej Zielonej Góry. Potem Daniel Adamski, który jest duszą i pomysłodawcą AUA, stworzył kolekcję aktów miejskich w Gorzowie i Zielonej Górze. - To było dla ocieplenia stosunków. Teraz chcieliśmy chłodzić emocje, te negatywne. Idea jest taka, że chcemy promować pozytywne aspekty spotkań sportowych Gorzowa i Zielonej Góry. Po meczach derbowych często pamiętamy wzajemne obrażanie, napisy, interwencje policji, czyli negatywne emocje. My chcemy pokazać, że można inaczej - mówi Daniel Adamski, fotoreporter "Gazety".

Impreza została dofinansowana przez marszałka w ramach Dni Województwa Lubuskiego 2013.