Trener kajakarek: Czekamy na wielki rewanż w Duisburgu [ZDJĘCIA Z PORTUGALII]

Marek Zachara z AZS AWF Gorzów towarzyszył polskiej kajakowej ekipie podczas mistrzostw Europy w Portugalii. Ze swoją podopieczną Karoliną Nają odśpiewał dwa Mazurki Dąbrowskiego. - Karolina znów udowodniła, że regularnie robi postępy - powiedział nasz trener. - Teraz już wszyscy ostrzą sobie apetyty na światowy, sierpniowy szczyt w Niemczech.
Szkoleniowiec naszego akademickiego klubu, który wkrótce będzie także dowodził polską kadrą podczas Uniwersjady w Kazaniu, pierwszy raz odwiedził Portugalię podczas tak poważnych zawodów. - Obiekt istnieje od trzech lat, odbywały się już tam poważne imprezy wioślarskie i młodzieżowe kajakarzy - opowiadał Zachara. - Tym razem Montemor-o-Velho otrzymało mistrzostwa Europy.

Patrząc na mapę i zdjęcia - miejsce piękne. A czy sprzyjające sportom wodnym? - Trenerzy w zeszłym roku tak nastawiali swoje osady na przedbiegi i półfinały, aby w finale startować nietypowo, bo z pierwszego, drugiego i trzeciego toru - wyjaśnił Zachara. - Właśnie, przy silnych powiewach od oceanu, z tych torów wjeżdżało się na podium. Na szczęście w ostatni weekend nikt sobie nie zaprzątał takimi sprawami głowy, bo warunki były sprawiedliwe dla wszystkich i nie rozdawały medali. Uważam, że projektując ten kompleks, trzeba było ustawić go nieco inaczej, tak aby wiatr wiał rywalizującym w plecy, albo od przodu, a nie z boku. Niestety teraz nie można już wiele tam zmienić. Portugalskie kajaki, niedaleko 25-tysięcznego miasteczka, mają swoje miejsce, coś na kształt naszego Centralnego Ośrodka Sportu w Wałczu. Kadrą tego kraju kieruje nasz rodak Ryszard Hoppe. Reprezentacja Polski również korzysta z tego miejsca podczas zgrupowań. W Montemor-o-Velho widzieliśmy jeden z najstarszych zamków w Portugalii. Nie było jednak czasu na zwiedzanie. W całości pochłonęły polską ekipę starty i piękne sukcesy biało-czerwonych.

Finał "pięćsetki" jak marzenie

Po eksperymentach w Pucharach Świata, na mistrzostwa Europy znów wsiadły ze sobą do łódki brązowe medalistki z Londynu - 23-letnia gorzowianka Naja i o pięć lat starsza Beata Mikołajczyk z Kopernika Bydgoszcz. - Zaczęło się wszystko od solidnego przetarcia na jeden kilometr, gdzie Polki w znakomitym stylu, mając pełną kontrolę nad wyścigiem, obroniły tytuł mistrzowski z ubiegłego roku z Zagrzebia - opowiadał nasz szkoleniowiec. - Miały pierwsze złoto w garści, a zachowały siły na najbardziej prestiżową, tradycyjnie superobstawioną olimpijską "pięćsetkę".

Czekaliśmy na ten start z dużymi nadziejami, choć obsada była naprawdę przednia. Złote w Londynie Niemki, srebrne Węgierki i brązowe Polki stanęły do rywalizacji w takich samych, olimpijskich składach. - W innych konkurencjach jest duża rotacja, a akurat w K-2 na 500 metrów od lat oglądamy dominację tych samych osad - zauważył Zachara. - Nasze dziewczyny nazywają rywalizację biało-czerwoną specjalnością, bo przecież od igrzysk w Sydney, regularnie zdobywamy w dwójce medale, a zaczynały od brązu gorzowianki Aneta Pastuszka, dziś pływająca pod nazwiskiem Konieczna i Beata Sokołowska-Kulesza.

Wyścig finałowy - marzenie. Naja i Mikołajczyk z łatwością uciekają utytułowanym rywalkom. Na mecie mają osiem dziesiątych sekundy przewagi. Jest moc. I niedowierzanie połączone z wielkim szczęściem. - Taka rywalizacja może zmienić wiele, przede wszystkim w mentalności zawodniczek - stwierdził trener AZS AWF. - Dobry wynik jest najlepszym potwierdzeniem pracy, jaką wykonujesz każdego dnia i wykładnikiem, że proces szkoleniowy jest prawidłowy. Ciągle przed oczami mam ciężką zimę i wiele wylanych łez na przełomie lat 2011/12. Ile wtedy ważnego się wydarzyło. Co by było, gdyby jednak Karoliny zabrakło w kadrze? Pewnie nie byłoby Londynu, olimpijskiego medalu, tego, co mamy dzisiaj. Czyli liderek reprezentacji w postaci Nai, Mikołajczyk i Marty Walczykiewicz. Sportowiec musi mieć trochę szczęścia i Karolinie w trudnych chwilach to światełko się zapaliło. Pomoc ludzi, którzy wierzyli w jej talent, przyszła na czas, ogromny potencjał natychmiast eksplodował, a to z pewnością nie koniec.

Karolinę i Beatę połączyły medale

Naja w Montemor-o-Velho dorzuciła jeszcze srebro w dwójce na 200 m, gdzie pływała z Magdaleną Krukowską. Polki przegrały z Węgierkami na fotokomórce, o 0,055 tysięcznych sekundy. Została gwiazdą mistrzostw Europy. - Przewagą nad rywalkami z pewnością jest wiek - mówił Zachara. - Węgierki to roczniki 1976 i 1982, a Karolina jest w tym medalowym gronie zdecydowanie najmłodsza. Jasne, nie ma mądrych, którzy są w stanie przewidzieć, co wydarzy się za trzy lata, kto dopłynie do Rio de Janeiro. Trzeba mieć marzenia, ale najbliżej musi być solidny trening i kolejne starty. Rywalki już pewnie szykują się na wielki rewanż w Duisburgu. Mistrzostwa świata są imprezą sezonu. Tam pewnie najlepsze nasze zawodniczki zobaczymy znów w dwójce, ale także w czwórce, na olimpijskim dystansie 500 metrów.

Wcześniej, bo już 27 czerwca nasza kajakarka popłynie w młodzieżowych mistrzostwach Europy w Poznaniu. Czy takie starty są jej w ogóle potrzebne? - To jest dla niej kolejne doświadczenie - stwierdził jej klubowy szkoleniowiec. - Światowy czempionat jest dopiero pod koniec sierpnia, a trener kadry Tomasz Kryk już zdecydował, że Naja i Mikołajczyk nie pojadą na Uniwersjadę do Kazania. Na Malcie, tak jak w tegorocznych Pucharach Świata, Karolina znów wsiądzie do jedynki. Zawsze powtarzamy sobie, że zawodnik indywidualnie musi reprezentować najwyższy poziom, wtedy każdy będzie chciał z nim pływać. Faktycznie, nie można przesadzać ze startami, ale na tych zawodach Naja wystartuje z pełnego treningu. Tak samo było w Portugalii, gdzie w niedzielę po południu nie pakowaliśmy łódek, a jeszcze był trening, a chwilę potem już kolejne zajęcia w Wałczu. Wszystko tak naprawdę podporządkowane jest wielkiemu rewanżowi w Duisburgu, a w dłuższej perspektywie igrzyskom olimpijskim. Tam zdobywa się najważniejsze medale, ale również kwalifikacje i stypendia, bez których komfort dalszej pracy jest znacznie mniejszy.

Przed igrzyskami Naja i Mikołajczyk "zeszły się" w ostatniej chwili i to była decyzja na medal. Dziś widać między zawodniczkami dużą więź. - Karolina i Beata akceptują się, dobrze im się razem pływa, mieszka, zaprzyjaźniły się i widać bliskość nie tylko na zawodach, ale również na treningach - opowiadał Zachara, który cały czas podkreśla wielkie znaczenie znakomitej techniki wiosłowania aktualnie najlepszej osady w Europie. - Wiosłują tak samo, bez słowa, bez komend, tak świetnie czują wodę i siebie, swoje reakcje. Karolina super korzysta z doświadczeń Beaty. Po co drugi raz wymyślać żarówkę, skoro wystarczy ją doskonalić? Porównuję je do tego, co wcześniej wyczyniała wioślarska czwórka, w której po wielkie sukcesy sięgał Michał Jeliński. Przyznawano im nagrody za perfekcyjne wiosłowanie, a oni, mimo mniejszej frekwencji uderzeń w wodę, wygrywali kolejne mistrzostwa. W kobiecej, kajakowej dwójce jest bardzo podobnie. Igrzyska w Rio? Jeszcze za wcześnie. Jeden sezon to dla każdego sportowca długi dystans, cała masa poświęceń, wysiłku. Na pewno dziewczyny płyną do Brazylii, ale konkretne plany snują na krótsze okresy. Teraz taką kolejną "pięćsetką" jest Duisburg. Powtórzyć tam wyczyn z Portugalii? To byłaby niesamowita sprawa. Z pewnością Naja i Mikołajczyk w Niemczech będą już ustawiane w roli faworytek - zakończył szkoleniowiec gorzowskiego klubu.