Sport.pl

Jerzy Synowiec: Czarny dzień polskiego żużla

Trudno coś sensownego pisać o ligowych meczach, bo większość z nich z różnych powodów się nie odbywa. Nie ma też sensu pastwić się nad postawą żużlowców Falubazu w kolejnym spotkaniu wyjazdowym, bo to po prostu wstyd, a nie postawa. Ale takie sytuacje się zdarzają. Natomiast do tej pory nie zdarzyło się to, co miało miejsce w ostatnią niedzielę w Lesznie.
Zespół Marmy Rzeszów odmówił wyjazdu na tor, mimo że zarówno komisarz, jak i sędzia zawodów uznali, że tor jest przygotowany prawidłowo i nadaje się do jazdy. Potwierdzeniem takiej decyzji był rekord toru ustanowiony przez Przemysława Pawlickiego, pomimo tego, że ścigał się on tylko ze swoim kolegą z drużyny. Widzowie obejrzeli 15 wyścigów jedynie z udziałem zawodników Unii, a więc tylko dziwną zabawę, a nie zawody. Wynik 75 do 0, który jest też swoistym rekordem ligi, przechodzi więc do historii, choć po latach nikt pewnie nie będzie rozumiał, o co tu mogło chodzić.

Nie to jest jednak najważniejsze. Najważniejsze jest to, że żużlowcy Marmy, a w zasadzie jeden żużlowiec - Nicki Pedersen, przy aprobacie lub też z woli pani prezes Marty Półtorak zadecydował, że mecz się nie odbędzie. To jednocześnie i kuriozum, i skandal, który będzie wisiał nad polskim żużlem jak gradowa chmura. Otwiera on bowiem furtkę do kolejnych skandali i dziwactw. Idąc tym tokiem myślenia, jaki zaprezentowała pani prezes z Rzeszowa, będzie można oprotestować każdą decyzję sędziego i kpić z kibiców w żywe oczy. Na meczu w Lesznie pojawili się nie tylko fani żużla, ale też tysiące dzieci, które z okazji Dnia Dziecka otrzymały darmowe wejściówki. Zakpiono z nich okrutnie. Jak po czymś takim poważnie traktować rozgrywki ligowe? Jak przyciągnąć sponsorów, jeśli to, czy żużlowcy wyjadą na tor, ma zależeć od czyjegoś widzimisię? Jak taką parodię sportu pokazywać w telewizji? No i najważniejsze: co z tym fantem mają zrobić władze polskiego żużla?

Myślę, że decyzje muszą być zdecydowane i ostre. Marma Rzeszów powinna w pierwszej kolejności zapłacić za bilety, które kupili kibice Unii Leszno, oraz za organizację imprezy, jak też za punkty leszczyńskich żużlowców, którzy zrobili ich razem z bonusami aż 90. Po drugie - powinna być wymierzona surowa kara finansowa. Można też poważnie zastanowić się nad usunięciem rzeszowskiego zespołu z ekstraligi, bo taka postawa nie powinna być tolerowana. Jeśli polski żużel będzie w tej kwestii pobłażliwy, marnie widzę jego przyszłość. Tym bardziej że są inne, bardzo niepokojące sygnały. Mianowicie część prezesów ekstraligi, przestraszona wizją spadku, zaczyna kwestionować dotychczasowy regulamin, domagając się jego zmiany i pozostawienia ligi dziesięciozespołowej, przy jednym zespole spadającym. To absolutnie nie jest czas i miejsce na takie dyskusje. Zmiana zasad rozgrywania ligi w trakcie jej trwania to pomysł szatański i prowadzący ligę prosto w przepaść. Nieustanne manipulowanie tzw. KSM i regulaminem rozgrywek musi zabić żużel, tak jak Grand Prix zabijają zawody na tak kiepsko przygotowanych torach jak ten w Cardiff. Nic to, że i Gollob, i Hampel wypadli tam fatalnie, ale jak emocjonować się zawodami na torze, który nie sprzyja walce?

Za chwilę runda Grand Prix w Gorzowie. Byłem i jestem przeciwnikiem tej imprezy, która nie daje miastu nic (rzekome rzesze turystów to jakiś ponury żart ), a kosztuje krocie. To będzie już trzecia impreza z pięciu zaplanowanych. Kibice zagłosują nogami, czy chcą ją oglądać, czy też nie. Jeśli przy spodziewanej, dobrej pogodzie stadion będzie pustawy, trzeba będzie pomyśleć o szybkiej odsprzedaży turnieju komukolwiek, aby straty były jak najmniejsze.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: