Sport.pl

Synowiec: Pogodą trzeba się zająć, i to w trybie pilnym, bo nam destabilizuje ekstraklasę

Jak tu pisać o żużlowej ekstralidze, kiedy ona głównie przekłada mecze, co nie tylko destabilizuje same rozgrywki, ale odstraszająco działa na kibiców, którzy w coraz mniejszej liczbie przychodzą na stadiony. Dość powiedzieć, że po najbliższej, niedzielnej kolejce, niektóre zespoły będą miały rozegraną całą pierwszą rundę, a inne pewnie ledwie sześć spotkań.
Gorzowska Stal, jeśli niedzielny mecz z bydgoską Polonią się odbędzie, bo zapowiadana pogoda niczego dobrego nie wróży, będzie miała na koncie już pięć spotkań rozegranych u siebie, ponad połowę wszystkich pojedynków na swoim torze, a przecież do końca sezonu zostało ponad cztery miesiące. Jak tu utrzymać zainteresowanie kibiców, kiedy za chwilę trzeba będzie odjechać kilka wyjazdowych meczów z rzędu.

Już się przyzwyczailiśmy do beznadziejnej frekwencji na meczach we Wrocławiu (choć Sparta jest rewelacją tegorocznych rozgrywek), a tu z osłupieniem oglądamy mecze w Bydgoszczy, gdzie na trybunach zasiada tylu widzów, co na porządnych zawodach juniorskich. Mecz z naszą Stalą był tu dobitnym przykładem. Bardzo kiepsko jest również w Lesznie i to jest najbardziej niepokojące, bo Leszno jeździ niemal wyłącznie swoimi wychowankami, a frekwencja w tym mieście zawsze była wzorowa.

Pogodą trzeba się więc zająć, i to w trybie pilnym. Mamy piękne stadiony i świetny przekaz telewizyjny, a tu połowa meczów nie odbywa się w terminie. Kiedyś - kilkanaście lat temu - rozkładano na torze plandeki, które umożliwiały rozegranie zawodów, jeśli deszcz padał dzień, czy dwa dni przed zawodami. Dzisiaj, jeśli deszcz pada dzień czy dwa dni wcześniej, to z góry wiadomo, że mecz będzie odwołany. To źle, to bardzo źle. Jeśli żużel kosztuje tak wiele, a w stadiony ładuje się dziesiątki milionów, to może czas pomyśleć nad skuteczną ochroną przeciwdeszczową, bo pogoda stanie się kolejnym gwoździem do trumny polskiego żużla. Jeśli zabraknie kibiców, to dalsze funkcjonowanie tego sportu przestanie mieć jakikolwiek sens. Zielonogórska piłka nożna może funkcjonować bez kibiców (choć już gorzowska nie może), tego zwyczaju nie możemy przenieść na stadiony żużlowe.

Zaś co do niedzielnego spotkania Stali z Polonią Bydgoszcz, to jest to mecz o trzy punkty i dla obu zespołów to walka o utrzymanie się w lidze. Przegrywający z tej walki praktycznie odpada. Bydgoszcz w przedsezonowych kalkulacjach zaliczana była do średniaków, ale życie szybko zweryfikowało te przymiarki, bo Polonia ostatnio jedzie słabo, bardzo słabo. Wprawdzie wygrała ze Stalą w pierwszym meczu, ale to chyba raczej wynik naszej słabości, niż ich siły. Dzisiaj bydgoscy liderzy, a więc Greg Hancock i Krzysztof Buczkowski to bardziej chłopcy do bicia niż faceci robiący po kilkanaście punktów w meczu, chyba że będziemy liczyli ich dorobek wspólnie. Łoktajew też nie może się odnaleźć w nowym otoczeniu, a o Andersenie niewiele dobrego można napisać już od wielu lat. W sumie ta czwórka, która w założeniach miała przywozić 40 punktów, przywozi ich 25. Bydgoscy juniorzy owszem, świetni na swoim torze, choć i tak w co drugim występie, na wyjazdach cieniują. W Gorzowie proporcje powinny być odwrotne - nasi juniorzy 17 punktów (ciekaw jestem występu Adriana Cyfera, który w Grudziądzu obudził się jako żużlowiec), a bydgoscy - 1 pkt, bo poobijanemu Bartkowi Zmarzlikowi zupełnie nie wyszedł mecz w Bydgoszczy, ale drugi taki występ mu się nie przydarzy. Zakładam więc, że mecz Stal wygra, i to wyraźnie, i nowy bydgoski menago nic im nie pomoże. Gdyby miało się zdarzyć inaczej, to niestety oznaczałoby, że trzeba się przygotować na mecze z Orłem Łódź i Lokomotywą z Daugavpils w pierwszej lidze...

Więcej o: