Jerzy Synowiec: Derbowy Falubaz? Zero ambicji. Stal? Dla czwórki jestem pełen uznania

Przecierałem oczy ze zdumienia, oglądając, było nie było, jednego z faworytów rozgrywek. I nie wynik był najważniejszy w ocenie postawy zielonogórskich żużlowców, ale markowanie przez nich walki na torze. Co się tyczy postawy gorzowian, to można być dla nich pełnym uznania, choć tak naprawdę pojechało tylko czterech zawodników. Czy to wystarczy w następnych spotkaniach?
Zwycięstwo Stali w lubuskich derbach specjalnie mnie nie zdziwiło, bo w przedmeczowych spekulacjach wychodziło mi, że w Gorzowie Stal będzie górą, ale prawdziwego szoku doznałem, oglądając na torze żużlowym z Zielonej Góry. Powiem krótko - nigdy dotąd, a oglądałem mecze derbowe kilkadziesiąt razy, nie widziałem zielonogórzan tak bardzo pozbawionych woli walki. Wydawało się, że przyjechali oni na sparing i pragnęli tylko, aby ten pojedynek wreszcie się skończył, nie podejmując walki. Zero ambicji i zero chęci, aby wygrać. Trener zielonogórzan Rafał Dobrucki po meczu stwierdził, że wpływ na to, co się działo na torze, z pewnością miał brak kibiców. Ja w to nie wierzę. Wszak półtora tysiąca fanów "myszy" przyszło na stadion Falubazu i sercem było ze swoim zespołem.

Po co przyjechał do Gorzowa Kamil Adamczewski? Nie potrafił utrzymać się na motorze, stanowiąc zagrożenie dla innych. Jonas Davidsson? Postawa godna mało zdolnego adepta minitoru. Gapiostwo Krzysztofa Jabłońskiego powinno przejść do historii żużla. Także kapitan Falubazu Piotr Protasiewicz nie tylko nie wystartował w rezerwie taktycznej, ale jeszcze markował defekt w biegu, w którym jechał oczywiście ostatni. Wprawdzie Jarosław Hampel jeździł tak, jak powinien, ale on tak po prostu ma. Patryk Dudek, który na początku sezonu jechał rewelacyjnie, też był cieniem samego siebie, zaś Andreas Jonsson wypadł tak jak inni, czyli bezbarwnie do bólu.

Przecierałem oczy ze zdumienia, oglądając, było nie było, jednego z faworytów rozgrywek. I nie wynik był najważniejszy w ocenie postawy zielonogórskich żużlowców, ale markowanie przez nich walki na torze. Te derby nie przejdą do historii, bo na zawsze pamiętamy mecze wielkie. A Falubaz z taką formą nie ma co marzyć o wyjazdowych zwycięstwach.

Co się tyczy postawy gorzowian, to można być dla nich pełnym uznania, choć tak naprawdę pojechało tylko czterech zawodników - Kasprzak, Iversen, Zmarzlik i Sundstrom - oraz pół Hliba. Czy to wystarczy w następnych spotkaniach? W najbliższą niedzielę w Bydgoszczy, w meczu z walczącą o życie Polonią (jakoś nie mogę przyzwyczaić się do nazwy składywęgla.pl), czterech równo punktujących jeźdźców może wystarczyć, ale w kolejnych meczach, zwłaszcza już z Nermarkiem albo jego zastępcą, ale bez "zetzetki", będzie niezwykle ciężko.

Nie można się uspokajać niezłym obecnie miejscem w tabeli, bo uważany przez wszystkich za spadkowicza (również - co przyznaję - przeze mnie) zespół Betardu Wrocław jedzie wręcz rewelacyjnie i bezczelnie zamierza walczyć o utrzymanie. W tej sytuacji zawodnicy Stali muszą zacisnąć zęby, być tak samo bezczelni i jechać w każdym meczu tak jak w ostatnią niedzielę, bo w przeciwnym wypadku do końca czekać nas będzie walka tylko o to, aby w przyszłym roku nadal jeździć w żużlowej elicie.