Sport.pl

Jarosław Hampel: Rywale strzelali spod taśmy jak z katapulty

Faworyt z Zielonej Góry zawiódł i w lubuskich derbach w Gorzowie przegrał 40:50. Recepta na sukces żużlowców Stali była prosta: bardzo szybkie starty.
Zwrócił na to uwagę lider Stelmetu Falubazu Zielona Góra Jarosław Hampel. - Gorzowianie strzelali spod taśmy jak z katapulty, starty to był nasz główny problem - stwierdził "Mały". - Na dystansie trudno było gonić za rywalami, a wyprzedzać niezwykle ciężko. Myśleliśmy, że damy radę wygrać, ale się nie udało. Nie potrafiliśmy dobrze wykorzystać trudnej geometrii gorzowskiego toru.

- Brak kibiców miał znaczący wpływ na naszą postawę, w najgorszym scenariuszu nie przewidywaliśmy, że możemy ścigać się bez naszych fanów - mówił Rafał Dobrucki, ale za chwilę podał prawdziwe przyczyny porażki swojej drużyny. - Nie będzie sukcesu, jeżeli zespół jedenaście wyścigów kończy na czwartym miejscu. Tu tkwi największy problem. Mieliśmy dziury w składzie, a jedynym zawodnikiem, który nie zawiódł, był Jarosław Hampel. Pozostali, bez wyjątku, jeździli poniżej swoich możliwości i tego, czego się od nich oczekuje. Z kolei w drużynie gorzowskiej wszyscy zaprezentowali się dobrze.

Na pytanie o przygotowanie toru szkoleniowiec Stelmetu Falubazu odpowiedział: - Do toru nie mam żadnych uwag. W poprzednich sezonach wyglądał zupełnie inaczej, stąd płynie wniosek również dla klubu gorzowskiego, że na normalnie przygotowanej nawierzchni też można wygrywać.

W ubiegłym roku w Gorzowie groźny wypadek z bardzo poważnymi konsekwencjami miał zielonogórski junior Patryk Dudek. - Wypadek to przeszłość, tamte wydarzenia nie miały wpływu na moją jazdę - powiedział "Duzers". - Zrobiłem parę błędów, które postaram się wyeliminować. Nadal mam poważny problem z momentem startowym. Mój wynik powinien być trochę lepszy.

Gorzowski tor wreszcie sprzyjał zawodnikom Stali, którzy na początku sezonu przegrali u siebie dwa mecze. - Szyki krzyżował nam deszcz, tym razem wszystko szło po naszej myśli, sądzę, że właśnie taki tor będziemy przygotowywać na kolejne mecze - mówił trener Stali Piotr Paluch. - Nie byliśmy stawiani w roli faworyta, dlatego spokojnie, bez większych emocji szykowaliśmy się do meczu. Ja jestem szczęśliwy, cała ekipa jest szczęśliwa, myślę, że cały Gorzów jest szczęśliwy. Wielu ludzi skazywało nas na porażkę, a my, podobnie jak Wrocław [Stelmet Falubaz dwa tygodnie zremisował we Wrocławiu - red.] udowodniliśmy, że można przeciwstawić się faworytowi. Każdy z naszych zawodników przyczynił się do zwycięstwa i zasłużył na słowa uznania.

Czy w zwycięstwie gospodarzom mogła pomóc zamiana boksów w parkingu dla motocykli? Tam, gdzie zwykle były miejsca dla gości, tym razem usadowili się Stalowcy. - W boksie bardziej oddalonym od toru jest nieco spokojniej, w poprzednich meczach przeszkadzali nam też trochę niektórzy kibice - stwierdził Piotr Paluch. - Tu, bliżej toru, w okolicach boksu zawsze kręci się więcej ludzi. Goście mieli tym razem bliżej do bramy wjazdowej, ale to my jednak wygraliśmy.

- Zwycięstwa u siebie to dla nas powinna być podstawa - powiedział as Stali Niels Iversen. Duńczyk zdobył aż 16 pkt. - Myślę, że w wygranym meczu z Tarnowem na wyjeździe nasz zespół się odrodził, to był przełomowy moment - dodał "Puk". - Dlatego oprócz wygranych u siebie, będziemy się też starać jak najlepiej walczyć na wyjazdach.

Drugi z liderów Stali Krzysztof Kasprzak narzekał trochę na to, że w noc poprzedzającą mecz nie mógł spać po sukcesie w Grand Prix Czech (w Pradze był drugi). - Do trzeciej w nocy nie mogłem zasnąć - mówił kapitan gorzowskiej drużyny. - Zwykle nie szło mi na drugi dzień po dobrych występach w Grand Prix. Na szczęście tym razem było inaczej. Na derby miałem przygotowane inne motocykle, też okazały się dobre.