Sport.pl

Jerzy Synowiec: Wiem swoje. Silni i tak będą silni, a słabi wiele nie zwojują

W żużlowej ekstraklasie, jak to zwykle wiosną, kiedy raz mamy zimę, a za chwilę lato, jest bardzo podobnie. Zespoły wygrywają trudne mecze wyjazdowe, aby za chwilę przegrać u siebie. Znawcy żużla twierdzą, że taka będzie tegoroczna liga, bo się bardzo wyrównała i przedsezonowe założenia wezmą w łeb, ale ja nadal wiem swoje
To mianowicie, że przedsezonowe zapowiedzi się sprawdzą i że silni okażą się silni, a słabi - słabi. Już najbliższa ligowa kolejka powinna ustalić porządek na dalszą część sezonu. Wprawdzie kwietniowa plaga kontuzji i wypadków losowych (Pedersen, Ward, Nermark, Hancock, Madsen, Jensen, Sajfutdinow), mocno wpłynęła na wyniki wielu spotkań, jednak już w niedzielę wszystkie zespoły będą miały okazję pokazać swoją prawdziwą wartość.

Otóż bowiem zaskakująco słaby na początek sezonu Falubaz Zielona Góra zmierzy się z nabierającą rozpędu Unią Leszno, a bojowa na początku sezonu bydgoska Polonia, a raczej "składy węgla", zawalczy (albo i nie) ze swoim odwiecznym rywalem, osłabionym brakiem Darcy'ego Warda - toruńskim Unibaksem. Rzeszowska Marma, bez swojego filara Nickiego Pedersena (komentatorów nazywających go uparcie Petersenem trzeba wysłać na przymusowe szkolenie językowe), czyli bez 50 procent swojej mocy, musi spróbować wygrać z wrocławskim Betardem, a Betard powalczy o swoje jedyne w tym sezonie wyjazdowe punkty. No i wreszcie gnieźnieński Start pozna swoje prawdziwe miejsce w szeregu w spotkaniu z tarnowską Unią, która jeździ jak na razie zaskakująco słabo.

Nasza gorzowska Stal jedzie do Częstochowy, ale na cud bym nie liczył. Włókniarz pojedzie już z Michaelem Jepsenem Jensenem i Emilem Sajfutdinowem oraz będącym w świetnej formie od początku sezonu Grigorijem Łagutą. Tak więc my też poznamy swoją prawdziwą wartość, a odpowiedź na pytanie, czy będziemy walczyć o pierwszą czwórkę (zapowiedzi szefów klubu), czy też o utrzymanie w ekstralidze (jak twierdzę ja), poznamy chwilę później, po zaległym meczu gorzowian we Wrocławiu. Oba mecze, jeśli nie zdarzy się jakiś nadprzyrodzony, nieszczęśliwy kataklizm po obu stronach, będą stanowiły obiektywny dowód siły Stali lub jej słabości. Spotkanie z Gnieznem, choć zwycięskie, nie dało nam żadnej odpowiedzi, bo z jednej strony zwycięzców się nie sądzi, ale z drugiej - wszyscy widzieli, że aktualnie najsłabszy zespół ligi przyjechał do Gorzowa jak po swoje i gdyby nie błędy taktyczne trenera Lecha Kędziory (nie dostrzegł potencjału swojego juniora Lisieckiego, który ewidentnie miał "dzień konia"), wynik mógłby być mniej korzystny, a trzecia porażka z kolei u siebie niestety stałaby się faktem - formę Sebastiana Ułamka i Antonia Lindbacka z litości przemilczę.

Jedyna pociecha w tym wszystkim jest taka, że szybkim krokiem zbliżają się lubuskie derby, a siła Falubazu jest zdecydowanie mniejsza, niż to wszyscy zakładali. W takiej formie jak obecnie Piotr Protasiewicz i Andreas Jonsson będą mieli wielkie kłopoty z pokonaniem Bartka Zmarzlika, który wyraźnie odzyskuje wigor i to on i tylko on winien pojechać w gorzowskiej rundzie Grand Prix. Każde inne rozwiązanie przyniesie więcej szkody niż korzyści.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o: