Jerzy Synowiec: Boję się nieobliczalnej Unii. Liderzy ze Stali, do roboty!

W sobotnim, zaległym meczu z Unią Leszno Stal jest na przymusie. Po dwóch porażkach, i to w kiepskim stylu, kibice są mocno rozczarowani, bo wmawiano im, że pierwsza czwórka jest jak najbardziej realna.
W te akurat zapewnienia nie wierzyłem i nie wierzę. Unia należy, obok Polonii Bydgoszcz, Marmy Rzeszów i Włókniarza Częstochowa, do drużyn środka, spośród których trzeba będzie wyłonić co najmniej jednego spadkowicza (pozostali to Gniezno i Wrocław). Tak więc mecze z tymi zespołami mają podwójne znaczenie. Z Rzeszowem mamy już "w plecy", stąd pojedynek z Lesznem ma znaczenie szczególne. Wygrać to mało powiedziane. Trzeba wygrać, i to przekonująco. Tak, aby w przyszłości zyskać dodatkowo punkt bonusowy.

Unia jest drużyną, która może z każdym zarówno zwyciężyć, jak i przegrać. Ma aż siedmiu zawodników, którzy potrafią wygrywać biegi - bracia Pawliccy, Baliński, Musielak, Zengota, a także obaj obcokrajowcy, dla których i Grand Prix nie jest obce. Gdyby wszyscy oni pojechali w Gorzowie na miarę swoich możliwości, to już przepadliśmy. Ale raczej nie pojadą. Każdy z nich ma bowiem swoje plusy i minusy. Grzegorz Zengota na gorzowskim torze czuje się słabo, obaj żużlowcy zagraniczni z Leszna zaczęli sezon najgorzej jak tylko można - pojechali wręcz tragicznie oba dotychczasowe spotkania. Damian Baliński ma więcej upadków i defektów niż ukończonych biegów. Tylko najmłodsi w zespole - Przemek i Piotrek Pawliccy oraz Tobiasz Musielak - od początku ligowej rywalizacji ścigają się dobrze lub znakomicie.

Zakładam, że Unia zdobędzie co najmniej 40 punktów, a tymi, którzy udaremnią ich większą zdobycz, powinni być nasi czterej liderzy: Iversen, Kasprzak, Zmarzlik i Nermark. Wyżej wymienieni w komplecie muszą pojechać na wysokich obrotach. Jeśli zawiodą jak dotychczas (Nermark w pierwszym meczu, Kasprzak w obu), to będzie klops na całego. W zeszłym roku Unia wygrała w Gorzowie ambicją, której zabrakło byłemu kapitanowi Stali Tomaszowi Gollobowi. Trener Piotr Paluch nie ma już pola manewru. Sprawdził Łukasza Jankowskiego i potwierdziło się to, co było wiadomo od początku roku, że nadaje się on co najwyżej do drugiej ligi. Wymiana Gapińskiego - tego skierowałbym do pierwszej ligi - na Linusa Sundstroma to sprawdzian konieczny, ale nie sądzę, aby ten młody i ambitny zawodnik już teraz wypalił w ekstralidze. Będzie z niego zawodnik, ale za dwa, może trzy lata. Paweł Hlib pojedzie ambitnie, odstaje jednak sprzętowo, a więc nie uciuła więcej niż 3-4 punkty. Łukasz Cyran zrobi swoje, to też kolejne najwyżej dwa, trzy oczka. Wychodzi więc na to, że nasi liderzy muszą zrobić przynajmniej po 10 punktów, aby spotkanie zakończyło się zwycięstwem Stali. Wygrana jeszcze niczego nie oznacza, poza odrobiną optymizmu na przyszłość, za to ewentualna porażka załamie i zawodników, i kibiców.

Co możemy my, kibice? Ano przyjść na stadion, co najmniej tak licznie jak na pierwsze spotkanie i dopingować stalowców jak w meczu z Rzeszowem. Powinno być dobrze, choć czuję, że będzie bardzo ciężko. Boję się po prostu nieobliczalnych i jeżdżących brawurowo żużlowców z Leszna, którzy mają dodatkowo komfort, bo niczego nie muszą, a wszystko mogą.