Sport.pl

Jerzy Synowiec: Dość gadania o czwórce, od teraz z sercem brońmy ligi

Kiedy wychodziłem ze stadionu Stali po przegranym meczu z Marmą Rzeszów, siedzący obok mnie kibic skomentował ten pojedynek następująco: ?Tragedia Posejdona!? Nawiązał do znanego niemal wszystkim amerykańskiego filmu katastroficznego.
Oceniając pierwszy mecz gorzowian w sezonie, miał niestety rację. Stal tak naprawdę przegrała za pięć punktów (spodziewana porażka w rewanżu i utrata bonusa) z ligowym średniakiem, a styl jazdy większości zawodników był fatalny. Można też oczywiście powiedzieć, że "pierwsze śliwki robaczywki" lub "pierwsze koty za płoty" i że zostało jeszcze w ekstralidze 17 kolejek, ale to tylko pocieszanie się, i to bez specjalnego przekonania.

Pierwsza kolejka faktycznie o niczym nie przesądza, ale jakieś wnioski już można wyciągnąć. Falubaz bardzo silny, Gniezno słabiutkie - raczej pewny kandydat do spadku, Betard Wrocław nieoczekiwanie postawił się w Toruniu (czyżby jednak Unibax nie taki silny?), a Polonia Bydgoszcz walczyła jak równy z równym z jednym z faworytów, czyli Włókniarzem Częstochowa, i to na jego torze.

Co robić? Skupić się wyłącznie na obronie ligi, zostawiając na boku zapowiedzi klubowych włodarzy o pierwszej czwórce. W tym roku trzeba wypchnąć z ekstraklasy nie tylko Gniezno i Wrocław, ale też jeszcze jeden zespół, a trzeciego chętnego brak. Nie można udawać, że nie słyszeliśmy opinii większości fachowców, którzy już przed sezonem wskazywali właśnie Stal jako trzeciego spadkowicza.

Była już przed laty podobna sytuacja. W 1998 roku - sezon wcześniej również zdobywaliśmy wicemistrzostwo Polski - Stal straciła Piotra Śwista i z konieczności wzięła z łapanki dwóch zawodników, którzy mieli ochotę zmienić barwy klubowe - wiekowego już Dariusza Stenkę oraz Waldemara Walczaka. Liga liczyła wówczas też dziesięć zespołów i wielu znawców żużla wskazywało gorzowski klub jako kandydata do spadku. Rzeczywistość bardzo brutalnie potwierdziła taką możliwość. Na początek Stal przegrała na własnym torze z gnieźnieńskim Startem, a potem dostała łomot w Zielonej Górze. W trzeciej kolejce znów porażka u siebie - 44:46 z Polonią Bydgoszcz. Wyjazd do Rzeszowa bez żadnej zdobyczy, kolejny mecz w domu - ponownie 44:46, tym razem z Polonią Piła. Po pięciu kolejkach na koncie Stali było więc punktowe zero! Nikt nie wierzył, że stalowcy mogą podnieść się z kolan, tym bardziej że w szóstej rundzie trzeba było jechać do Torunia. Tam jednak miał miejsce prawdziwy cud. Hasło do ataku rzucił wyśmiewany w Gorzowie Stenka, swoje pojechali Walczak, Bajerski, Cegielski oraz oczywiście Tony Rickardsson. Swoje ważne punkty zdobył też obecny trener Stali Piotr Paluch. Wygraliśmy ten pamiętny mecz 49:41, a potem spisywaliśmy się lepiej i lepiej, do ostatnich kolejek walcząc nawet o play-off.

A więc można, tyle tylko, że trzeba chcieć. Problem w tym, czy Kasprzakowi, Nermarkowi i Gapińskiemu będzie się chciało chcieć. Taką jazdę, jaką zaprezentowali w Gorzowie, Piotr Świst zwykł określać bardzo dosadnie, ale licząc na poprawę, nie będę ich dołował. O Iversena, Zmarzlika i Cyrana jestem spokojny, ale ta reszta nie napawa mnie optymizmem. Za chwilę mecz w Toruniu. Tam przegrać nie wstyd, ale trzeba pokazać serce. Potem dla uspokojenia należy wygrać we Wrocławiu i powoli piąć się w górę tabeli, nie zważając na "Opowieści drzewa sandałowego" snute przez honorowego prezesa, bo od czytania tych mądrości mogą rozboleć zęby.

I jeszcze jedno. Organizacja pierwszych zawodów była na medal, na medal byli też kibice. Czas na zawodników, bo i oni mają bardzo dużo do stracenia.

Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny

Więcej o:
Komentarze (1)
Jerzy Synowiec: Dość gadania o czwórce, od teraz z sercem brońmy ligi
Zaloguj się
  • danny_boy

    0

    „Organizacja pierwszych zawodów była na medal”.
    Tak jak zwykle, czyli spiker nie miał nic do powiedzenia. W przerwach nie puszczano muzyki, tak więc, gdy ultrasi byli cicho, to było słychać nawet własne myśli, a pseudopodprowadzające siadały na krzesełka zaraz po włączeniu czasu dla zawodników.
    Ogólnie organizacyjna żenada. Gdzie te czasy gdy Krzysiu Hołyński prowadził zawody - cała Polska nam zazdrościła.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX