Sport.pl

Jerzy Synowiec: Rzeszowanie dawno w Gorzowie nie wygrali i niech tak zostanie

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższą niedzielę nareszcie ruszą ligi żużlowe. Po odwołaniu dwóch pierwszych rund, co jest zdarzeniem bez precedensu, niemal z marszu, po rozegraniu ledwie jednego, czy dwóch sparingów, zespoły przystąpią do rywalizacji o punkty.
Bać się jedynie należy, czy ogromne różnice w przygotowaniu do sezonu - jedni zawodnicy odjechali po kilka spotkań ligowych w Anglii, a inni jeszcze nie sprawdzili się w żadnym pojedynku, nawet towarzyskim - nie spowodują zbyt wielkiej ilości kraks i kontuzji.

Ci, którzy po pierwszym meczu treningowym, rozegranym w Gnieźnie i dotkliwej porażce bali się, że Stal jest kiepsko dysponowana przed sezonem, humory poprawili sobie po rewanżu w Gorzowie. Okazuje się po raz kolejny, że sparingi niczego nie mówią nam o przygotowaniu do poważnego ścigania, a raczej o przygotowaniu sprzętu, który jest testowany przed pierwszymi zawodami na serio. Bartek Zmarzlik, który w Gnieźnie nie zdobył punktu, w Gorzowie dzielił i rządził. Prawdziwą wiedzę o formie zawodników będziemy więc mieli po dwóch pierwszych kolejkach ligowych - jednej u siebie i kolejnej na wyjeździe. A poza tym w sparingach z reguły startuje ten, kto ma czas i ochotę, a liderzy z reguły nie mają ani jednego, ani drugiego. Jak można oceniać wynik Marmy Rzeszów startującej bez Nicki Pedersena, czy Stali bez Nielsa Kristiana Iversena?

Nasz pierwszy przeciwnik - drużyna z Rzeszowa - to ligowiec bardzo doświadczony, od wielu lat napędzany ambicjami pani prezes Marty Półtorak, która włożyła w swój klub wiele serca i jeszcze więcej pieniędzy, nie odnosząc jednak sukcesów na miarę oczekiwań. Historia rzeszowskiego klubu sięga 1948 roku, a awans do ekstraklasy miał miejsce w 1957 r. Krótko potem Rzeszów na kilka lat stał się krajowym potentatem. Florian Kapała, Jan Malinowski, Stefan Kępa byli liderami zespołu, który w latach 1960 - 1961 nie miał sobie równych i dwa razy pod rząd zdobył drużynowe mistrzostwo Polski. Kilka lat wcześniej niemal cała liga startowała na polskich żużlówkach, skonstruowanych właśnie w Rzeszowie, przez tamtejszych inżynierów - Fedkę i Iżewskiego. Od ich nazwisk wzięła się nazwa motocykla FIS (Fedko, Iżewski, Stal). Później losy rzeszowskiego zespołu nie były tak błyskotliwe. Stal wiele razy walczyła w ekstraklasie, ale równie często startowała na jej zapleczu. Ligowy medal po długiej przerwie rzeszowianie zdobyli dopiero w 1998 r. (brązowy), przy wielkiej pomocy naszego Piotra Śwista, który był wtedy ich zawodnikiem. Potem znowu długa przerwa, od kilku lat wielkie ambicje i brak sukcesów.

W tym roku ma być podobno inaczej. Do zespołu powrócił Nicki Pedersen, którego zadaniem jest zdobywanie po kilkanaście punktów w meczu. Wspomagać go mają Grzegorz Walasek oraz startowiec Rafał Okoniewski. Jokerem ma być Chorwat Jurica Pavlić. Uzupełnieniem składu będą młodzi Dennis Andersson oraz Łukasz Sówka.

Czy ten zespół, typowany przez fachowców nawet do strefy medalowej, stać na nawiązanie walki ze Stalą? Otóż stać. Gorzowianie pojadą z pewnością dobrze i ambitnie, a jedyną niewiadomą będzie Paweł Hlib, który chyba niespodziewanie wywalczył sobie miejsce w składzie. Jeśli chodzi o rzeszowian, to Pedersen z pewnością zrobi swoje. Każda mniejsza zdobycz w jego przypadku będzie niespodzianką. Walasek i Okoniewski pojadą w miarę dobrze, ale bez szaleństwa. Wszystko zależeć będzie od nieobliczalnego, ale bardzo skutecznego w Gorzowie Chorwata. Wiemy, że Pavlić to żużlowiec bardzo nierówny, potrafiący seryjnie przywozić zera, ale też jak zaskoczy, to zdobędzie i 10 punktów. Kluczem do sukcesu będzie więc zneutralizowanie pary, w której Jurica będzie tym drugim. Stalowców absolutnie nie stać na porażkę na własnym torze z jednak średniakiem, bo to oznaczałoby stratę nie dwóch, lecz praktycznie pięciu punktów w dwumeczu. A to nikomu się nie spodoba. Rzeszowianie dawno w Gorzowie nie wygrali i niech tak zostanie.

Więcej o: