Olimpijski brąz dopłynął do Gorzowa. Karolina i wioślarze już marzą o Rio de Janeiro [ZDJĘCIA, WIDEO]

Kajakarka Karolina Naja i wioślarze Michał Jeliński i Zbigniew Schodowski zostali przywitani przez swój klub AZS AWF Gorzów i dzielili się wrażeniami z igrzysk w Londynie. Panowie z zazdrością spoglądali też na medal, który cały czas miała na szyi urocza 22-latka. - O następne sportowe marzenia powalczymy za cztery lata w Brazylii - obiecali nasi olimpijczycy.


Były gratulacje i kwiaty od prezesa Jana Horoszkiewicza, brawa od innych zawodników akademickiego klubu, którzy również chcieliby pójść w ślady wielkich mistrzów. Oczywiście w centrum uwagi była Karolina. I jej medal. Jakże cenny. Jeden z dziesięciu zdobytych przez polską ekipę w Londynie. Jedyny na tych igrzyskach dla biało-czerwonych kajaków - w K-2 na 500 m razem z Beatą Mikołajczyk z Bydgoszczy. Naja, sympatyczna drobna blondynka z duszą wielkiej wojowniczki z rocznika 1990 urodziła się w Tychach. Od kilku lat pływa jednak w barwach AZS AWF. - Doskonale pamiętam swój pierwszy dzień na gorzowskiej przystani, z jakim lękiem schodziłam na Wartę i pływałam blisko brzegu, jak te dzieciaczki, które dopiero uczą się wiosłować - wspominała, uśmiechając się Naja. - W swoim pierwszym klubie pływałam jednak na jeziorze, na spokojnej wodzie, rzeka to co innego. Dziś wiem, że postawienie na Gorzów to był bardzo dobry wybór. Mam blisko z Wałcza, gdzie przeważnie trenuje kadra, tutaj wracam odpocząć między zgrupowaniami, nie leniuchuję, bo mam warunki i bazę, aby dalej realizować to, co wyznaczy nam trener, jest gdzie na chwilę odetchnąć, złapać trochę luzu i dystansu, no i również pozaliczać coś na studiach.

Medal olimpijski zdążył już przykryć wszystkie wcześniejsze wydarzenia i przeżycia? - Wagi podium, tak się złożyło, że znowu jedynego dla polskich kajaków, na razie jeszcze osobiście nie odczuwam, wszystko od dekoracji dzieje się tak szybko - opowiadała kajakarka. - Medal na pewno jest ciężki, podobno na żadnych wcześniejszych igrzyskach krążki tyle nie ważyły. Wiem już, ile kosztuje pracy, wysiłku, walki o swoje. Za żadne skarby jednak nie odpuszczę, bo już także wiem, jak znakomicie podium olimpijskie smakuje. Gdzieś tam widzę już Rio de Janeiro. Zrobię wszystko, aby znów tam popłynąć po najważniejsze dla sportowca zdobycze w biało-czerwonych barwach.

Michał Jeliński cztery lata temu z Pekinu wrócił ze złotem, teraz jego słynna na cały świat wioślarska czwórka podwójna skończyła olimpijskie regaty w finale A na szóstym miejscu. Dominatorzy już na pewno w obecnym składzie nie popłyną. 32-letni gorzowianin nie myśli jednak o zakończeniu kariery. W połowie września we Włoszech znów wsiądzie do łódki, do czwórki podwójnej, w której to on będzie tym razem najstarszy, i popłynie o mistrzostwo Europy seniorów. - Uważam, że w Londynie byłem w życiowej formie, ale do końca nie zdołałem tego pokazać - mówił Jeliński. - Stąd to jeszcze jedno wyzwanie w tym sezonie. A co potem? Tak naprawdę wszystko wyjaśni się na wiosnę przyszłego roku, wtedy od nowa będą budowane osady. Na zakończenie igrzysk miałem zaszczyt nieść polską flagę, zobaczyłem tę niesamowitą uroczystość z bliska, od wewnątrz. Gdy rozbrzmiały dźwięki brazylijskiej samby, pomyślałem sobie, że jeśli powściągliwych Anglików stać było na taką imprezę, to co dopiero będzie się działo za cztery lata u tak temperamentnych Brazylijczyków, w miejscu chyba najbardziej atrakcyjnym dla każdego Europejczyka. Będę walczył, chcę tam być. Na razie nie wyobrażam sobie życia bez uprawiania sportu wyczynowego.

Jakby na uboczu przyglądał się temu, co dziś działo się na gorzowskiej przystani Zbigniew Schodowski. Jego wioślarska ósemka jechała do Londynu z ogromnymi marzeniami, a poległa z kretesem, zabrakło jej w medalowej rozgrywce. - Niedosyt jest wielki - przyznał zawodnik AZS AWF. - Musimy zacisnąć zęby i pracować dalej. Tak jak Michał jadę również na mistrzostwa Europy, tyle tylko, że w naszej osadzie ma nie być zmian. Impreza była świetna, poczułem jej atmosferę. Gdzieś jednak z tyłu głowy ciągle siedział i siedzi jak bolesna zadra ten wynik sportowy. Chcemy jak najszybciej odkuć się za tę porażkę. A Rio de Janeiro? To dopiero za cztery lata, wszystko może się wydarzyć. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że już nie zacząłem marzyć, aby tam się znaleźć, wykorzystać doświadczenia z Londynu i sięgnąć po znacznie lepszy wynik.