Sport.pl

Londyn 2012. Kajakarstwo. Prezes Bejnarowicz: Cztery medale dla Polski

- Dziewczyny dopiero się rozkręcają, tę czwórkę stać na jeszcze lepsze czasy - mówi prezes Polskiego Związku Kajakowego, Józef Bejnarowicz po tym jak w walce o olimpijski finał Aneta Konieczna, Marta Walczykiewicz, Beata Mikołajczyk i Karolina Naja pobiły nieoficjalny rekord świata. Szef kajakowej federacji uważa, że nasze panie o złoto będą walczyły z Niemkami i Węgierkami. A po medalu czwórki mają przyjść kolejne. - Liczymy na cztery, po tyle przyjechaliśmy do Londynu - przekonuje Bejnarowicz. Finał konkurencji K-4 500 m w środę o godz. 11.44. Relacja w Sport.pl
Łukasz Jachimiak: Z 17 olimpijskich medali polskich kajakarzy żaden nie był złoty. W środę w Londynie w finale popłynie nasza czwórka kobiet, która dwa dni wcześniej pobiła nieoficjalny rekord świata. Pańska dyscyplina będzie świętowała pierwsze wielkie zwycięstwo na igrzyskach?

Józef Bejnarowicz: Dziewczyny popłynęły świetnie, są w formie, ale nikt im nie mówi, że celem jest tylko złoto. One mają walczyć o medal, a jaki będzie - zobaczymy. Oczywiście, że wszyscy chcemy złota, ale walka będzie ciężka.

Nieoficjalny rekord świata Polek zrobił wrażenie na rywalkach?

- Trudno powiedzieć, ale my teraz na ten czas nie możemy się oglądać. Mamy swoją taktykę, dziewczyny wiedzą co robić, przed finałem specjalnie popłynęły dwa razy, żeby sprawdzić jak ta czwórka chodzi, a teraz koncentrują się już tylko na medalowej walce. O rywalkach nie myślą. Pewnie podobnie jak rywalki o nich.

Mówi pan o taktyce, więc proszę powiedzieć, czy nasza czwórka pokazała już wszystko, co najlepsze, czy na sto procent dziewczyny popłyną dopiero teraz?

- Oczywiście, że się dopiero rozkręcają. Tę czwórkę stać na jeszcze lepsze czasy.

Z kim Polki będą walczyły o zwycięstwo?

- Z Niemkami i Węgierkami.

Tylko dwie osady mogą nam zagrozić?

- Czarnego konia nie widzę. Z tego, co obserwowałem, liczą te trzy osady, każdą z nich stać na złoty medal. Ale zaznaczam - nie wiemy, jak taktycznie pływali inni, może ktoś się do tej pory bardzo oszczędzał, krył z formą. Josefa Idem ma 48 lat, a mimo to kolejny raz popłynie w olimpijskim finale jedynek. Tu wszystko jest możliwe.

My też mamy wielką bohaterkę - Aneta Konieczna chyba zasługuje na specjalną nagrodę?

- Tak, to doświadczona zawodniczka [ma 34 lata], która musiała uporać się z dużym, osobistym problemem [chorobą nowotworową]. Ona ma już trzy olimpijskie medale [brązowe z Aten i Sydney oraz srebrny z Pekinu], teraz na pewno bardzo liczy na kolejny. Jak go zdobędzie, to wszystko spokojnie ocenimy. Ale od nagród są Ministerstwo Sportu i Polski Komitet Olimpijski. My jesteśmy od pracy.

Ewentualna wygrana czwórki pewnie nakręciłaby do walki pozostałych zawodników. Wie pan, że od was oczekujemy naprawdę dużo?

- Przed igrzyskami założyliśmy, że zdobędziemy cztery medale i po tyle przyjechaliśmy do Londynu. Do końca będę wierzył, że te cztery medale zdobędziemy. Chociaż pod względem przygotowania świat nam ucieka. We wtorek, po triatlonie, rozmawiałem z Brytyjczykami. Okazuje się, że ich zawodnicy przez kilka ostatnich tygodni właściwie mieszkali w namiotach tlenowych. To jest prawdziwe nastawianie na medale, to jest naprawdę robienie wszystkiego, by je zdobyć, bez patrzenia na koszty. My nie mamy takiego zaplecza, brakuje nam wsparcia medyczno-naukowego. Mamy lekarzy, psychologa, ale to pojedyncze osoby. Brakuje wybitnych specjalistów. Są drodzy, ale mogliby dużo pomóc.

Wróćmy do medali. Poza czwórkę liczy pan jeszcze na startujących indywidualnie Walczykiewicz i Piotra Siemionowskiego oraz na dwójkę w składzie Naja - Mikołajczyk?

- Dokładnie tak. To potencjalni medaliści, mam nadzieję, że za chwilę już nie potencjalni. Szkoda, że nie udało się sprawić jakiejś niespodzianki w slalomie. Mamy nadzieję, że tu już wszystko się uda.

Sport.pl w mocno nieoficjalnej wersji... Polub nas na Facebooku »


Więcej o: