Trener kadry: Złoto nie należy się nam jak psu miska

Reprezentacja Polski wystąpi dziś w roli faworyta półfinału Drużynowego Pucharu Świata w Bydgoszczy. Relacja live od 19.
Dziś o 19. zespoły Polski, Danii, Rosji i USA rozpoczną walkę o zwycięstwo w bydgoskich zawodach i bezpośredni awans do finału Drużynowego Pucharu Świata, który odbędzie się 14 lipca w szwedzkiej Mallili. Drużyny, które zajmą drugie i trzecie miejsce, zakwalifikują się do barażu (12 lipca). W poniedziałek w King's Lynn odbywa się drugi półfinał, w którym startują Wielka Brytania, Niemcy, Australia, Czechy.

Rozmowa z Markiem Cieślakiem

Marta Paepke: Kiedy odnosi się tyle sukcesów co reprezentacja Polski na żużlu, kibice wręcz żądają kolejnej wygranej. Sądzi pan, że w Bydgoszczy pójdzie gładko?

Marek Cieślak, trener reprezentacji Polski: Nie mogę ulegać takim żądaniom, ponieważ nigdy byśmy wtedy nie wygrali. My musimy podchodzić do tego bardziej na chłodno i na luzie. Chciałbym przypomnieć, że choć wygraliśmy trzy razy z rzędu, a w ostatnich pięciu latach czterokrotnie i raz stanęliśmy na drugim stopniu podium, to za każdym razem bardzo trudno było osiągnąć ten wynik. Dla mnie najważniejsze jest, aby tworzyć fajną drużynę i żeby walczyła do upadłego. A wygrana? Za każdym razem do niej zmierzamy. Obawiam się jednak, że doszło teraz do takiej sytuacji, że dzisiaj każdemu się wydaje, iż złote medale na szyi należą się nam "jak psu miska". A tak wcale nie jest.

Kiedy rozpoczynaliście przygotowania do DPŚ, mówił pan o tym, że regulamin zmniejszający liczbę zawodników do czterech zmniejsza szanse Polski. Jednak chyba w obliczu plagi kontuzji, która dotknęła pana drużynę, składa się całkiem nieźle, że do walki trzeba wytypować czterech żużlowców, a nie pięciu?

- Nowy regulamin jest oczywiście równy dla wszystkich, choć faktycznie odbiera nam pewne możliwości. To naprawdę trudny rok, bo najpierw kontuzji doznał Jarosław Hampel, później Janusz Kołodziej. Tak to niestety jest w tym sporcie, że wydaje ci się, że masz tłum świetnych zawodników, a kilka wypadków burzy całą koncepcję. Ale nadal jesteśmy fajną, silną drużyną.

A jaki wpływ będzie miała kolejna nowość, czyli biegi nominowane w ostatniej rundzie?

- Tak naprawdę tylko tyle, że wielkiego znaczenia nie mają numery startowe. Nie trzeba ustawiać ich tak, aby najsilniejsi zawodnicy pojechali w decydujących pojedynkach, bo po prostu pojadą ci, którzy zdobyli największą liczbę punktów.

W poniedziałek o miejsce za Janusza Kołodzieja walczył Piotr Protasiewicz i Krzysztof Buczkowski. Co zadecydowało?

- Nie podejmowałem tej decyzji tylko na podstawie treningu. Naprawdę podjąłem ją już kilka minut po tym, jak dowiedziałem się, na ile poważna jest kontuzja Janusza. To duża strata, bo spodziewałem się po nim naprawdę dobrego występu. Niestety zawodnicy są na tyle nierówni, że trzeba podejmować decyzję w ciemno. Czasami sprawdzam wyniki z duszą na ramieniu, bo okazuje się, że zawodnik, który dotychczas robił świetne wyniki, nagle przywozi zero. W takiej sytuacji wytypowanie najsilniejszej czwórki jest naprawdę ciężkie.

Kto będzie najsilniejszym rywalem Polaków w sobotę?

- Zdecydowanie Duńczycy.

W finale w Malilli największym konkurentem będą chyba gospodarze?

- Na pewno tak. Szwedzi u siebie bardzo się zmobilizują. Dodatkowo, własna publiczność będzie wymagała od nich poświęcenia się i walki o wysokie cele.

Ale my także będziemy silniejsi, bo do reprezentacji wróci Janusz Kołodziej?

- Wszystko na to wskazuje, że wykuruje się na finał.

Jak wcześniejsze sukcesy wpływają na zawodników? Mobilizują czy raczej powodują, że wygrana powszednieje?

- Taka sytuacja powoduje przede wszystkim coraz większą mobilizację u przeciwników, którzy będą chcieli nas pokonać. Co prawda, nowy regulamin zmniejszający liczbę zawodników do czterech w drużynie odbiera nam pewne możliwości. My jednak mamy nadal bardzo dobrych zawodników i będziemy chcieli to wykorzystać.

Kto pana zdaniem stanie na podium Drużynowego Pucharu Świata 2012?

- Dla mnie nie ma znaczenia, jak będzie wyglądało całe podium. Chcę tylko, aby nasza drużyna była pierwsza. Kto zajmie drugie i trzecie miejsce, nie będzie dla nas wtedy istotne.